Autograf Turnaua

Czego chcecie i gdzie jest moja kasa?!

To było dawno temu. Grzegorz Turnau święcił tryumfy po wydaniu swojej pierwszej płyty. Czyli gdzieś około 1991 roku. Miejsce akcji: Szczecin.

Koleżance, której udało się namówić mnie na pójście na koncert wokalisty, zachciało się zaraz po jego zakończeniu, pójść do artysty i poprosić go o autograf.

Oprócz nas nikt tam nie szedł, ale brnęliśmy, aż dobrnęliśmy do samej garderoby.

Oprócz Turnaua był tam jakiś facet, do którego artysta miał duże pretensje: „To jak będzie? Koncert się odbył, a pieniędzy nie ma! Kiedy mi zapłacicie?!”

Oczywiście cytat jest niedokładny, ale oddaje sens słów, które Turnau rzucał w stronę faceta. I jego mina – mówiła wszystko.

Poczuliśmy się jak przyłapania na podglądaniu, ale nikt nas nie zatrzymywał, więc koleżanka wyciągnęła jakąś karteczkę i poprosiła o autograf. Turnau podpisał się, ale zadowolony z naszej wizyty nie był. Potraktował nas dość chłodno.

Wtedy byliśmy wzburzeni: jak może tak traktować swoich fanów?!

Dziś, starszy o różne doświadczenia, przyłączyłbym się do niego i zjechał nieuczciwego promotora od stóp do durnego łba.

To były dzikie lata 90., wtedy takie numery robiono nagminnie. Jak jednak słyszę, do dziś zdarza się, że organizator koncertu nie płaci zespołowi albo nie gwarantuje warunków koncertu ustalonych w umowie.

Nieuczciwym organizatorom mówię pierdolcie się, a Grzegorza Turnaua pozdrawiam!

NEWSLETTER Zapraszam!



This article was written by Przemysław Pufal.