Czy depresja istnieje?

Autor: M.M.

Depresja istnieje czy nie istnieje? Może to tylko zespół różnych objawów, reakcji, a nie osobna jednostka chorobowa? A może w ogóle nie istnieje i wszyscy ci piszący w internecie, gdy ktoś przyzna się, że ma depresję, mają rację? Może to tylko rozmemłanie charakteru, miękkość, brak jaj, użalanie się nad sobą.

Tak też może być. Często tak myślę o tym, co się ze mną dzieje, z politowaniem kiwam nad sobą, słabym i głupim. Być może próbuję tak dźwignąć siebie po raz kolejny, ale jeśli tak, to nieświadomie.

A z drugiej strony, czy to ważne jak to się nazywa? Ważne, że w konkretnym momencie istnieje dla mnie, jest czymś realnym, nieomal namacalnym, żyjącym we mnie i obok mnie, zabierającym mi przestrzeń życiową i robiącą pranie mózgu. W chwilach, gdy jest naprawdę intensywna, mam wrażenie, że jest obok mnie, siedzi i złośliwie się śmieje, bo wie, że nie mam nic, nie istnieje nic, co mogłoby ją przepędzić, wystraszyć. Nie istnieje ani taka osoba, ani narzędzie. Wie, że jest niezwyciężona.

Nawet nie wiem czy boję się jej samej, czy jej elementów składowych, tego, z czego się składa. Dziwnych myśli, milczenia, które wraz z upływem czasy coraz trudniej przełamać, agresji, która pojawia się, gdy ktoś próbuje pomóc, albo nawet dlatego, że ten ktoś istnieje, poczucia żalu, bo jestem świadomy, że marnuję na nią życie, że czas ucieka i nie dam rady go inaczej wykorzystać, wściekłości na siebie, bo nie umiem, nie potrafię się jej pozbyć, wyrzucić, wstać i zacząć normalnie się zachowywać, zwyczajnie żyć.

Ale być może ta analiza i samej depresji i tego, co się na nią składa i wszystkich dodatków do niej, tylko pogarsza sytuację? Może to właśnie podtrzymuje jej kolejny etap przy życiu? Może myśleniem o niej jednocześnie karmię ją a ona, nażarta i zadowolona, rośnie i czuje, że jest coraz silniejsza i niepokonana?  Kto wie, może właśnie tak się dzieje. Choć ja nie potrafię tego przerwać…

Może ona jednak nie istnieje… Nie, istnieje, będę o tym przekonany, gdy zaatakuje mocniej, gdy znowu siądzie obok, jakby to były zwykłe odwiedziny koleżanki, której wprawdzie nikt nie zaprasza, ale ona i tak regularnie przychodzi i sądzi, że jest mile widziana? A może ja ją jednak zapraszam, może daję jej poczucie, że jednak jest mile widziana?

Jak zwykle mam mnóstwo pytań, a żadna z odpowiedzi nie wydaje mi się ani prawdziwa, ani ostateczna. I może zadając sobie te pytania też ją karmię?

KSIĄŻKI, KTÓRE POMOGAJĄ W WALCE Z DEPRESJĄ>>>

NEWSLETTER Zapraszam!