Depresja nie przechodzi

Autor: M.M.

Nie wierz nikomu, kto Ci mówi, że to przejdzie, że minie, że trzeba czasu, albo leków, albo chuj wie czego.

To nie przechodzi.

To nie pochód, przejdzie i już!

To jest cały czas. Możesz się śmiać godzinami, możesz rozbawiać towarzystwo do łez, żyjesz a to jest z Tobą cały czas. Jak tlen, który zabiera Ci życie. Jak bicie serca, które oznacza śmierć.

Obojętnie jaką to nosi nazwę: depresja, sresja, smoła, słabość, rozmemłanie, to jest z Tobą cały czas. Jakby ktoś całymi dniami i nocami patrzył Ci na ręce i jednocześnie gmerał w mózgu.

Emocje, uczucia, to co dla innych jest fizyczne od czasu do czasu, ja czuję cały czas. Jak bolący, ząb, jak jątrząca się rana. Zasypiasz z bólem i budzisz się z nim.

Nie uciekniesz. Stosujesz tysiąc sposobów, ludowych i naukowych, sprawdzonych i niesprawdzonych, skutecznych u miliona osób i nic. Nic się nie zmienia. Akurat u Ciebie nie działa! W pizdu ze służbą zdrowia. Z lekami. Psychologami. Psychiatrami. Pomocą z niemocą.

Jak dopuszczę do siebie od czasu do czasu myśl, jedną, z początku niewinną, która potem rewolucyjnie ewoluuje w kulę zajmującą miejsce mojego mózgu, to ta opowieść nigdy nie zostanie ukończona. Będę ją pisał w nieskończoność. Przerwy w pisaniu będą długie, coraz dłuższe i po raz kolejny porzucę coś, co miało mi dać malutkie jak ziarnko piasku zadowolenie. Pierwsze w życiu prawdziwe. Ale ja wiem już teraz, że nawet jeśli ukończę tę opowieść, to ona nigdy nie będzie ukończona. Nawet jeśli pół świata będzie chwaliło, ja będę rzucał czym popadnie w ściany, bo całe to opowiadanie mojego życia będzie dla mnie bez sensu. Nawet jeśli teraz zakładam, że pomoże mi zrozumieć dlaczego i co się ze mną dzieje. Nie pomoże Tobie, nie pomoże mi, nie pomoże nikomu, bo nie może!

Będę płakał, ponieważ miliardowy raz uznam, że straciłem wiele czasu na bzdury, zamiast zająć się. Nie wiem czym. Nie wiem co byłoby ważniejsze od tego. Żyć?

Czy mam skłonność do wyolbrzymiania i patosu? Nie, jestem facetem twardo stojącym na ziemi. To znaczy, ja tak myślę. Jednak wiele razy sam siebie zaskakiwałem kompletnym oderwaniem, jakbym ćpał przez pół roku non-stop i nie wydalał szkodliwych substancji. Nie srał, nie szczał, nie płakał. I test wykazał, że już od dawna powinien być martwy, ale z jakichś powodów nie jestem i jestem zombie, które nie wie kim jest. Bo ja siebie znam doskonale. I nie znam zupełnie.

Bo ja myślę tylko o sobie, ale z tej lawiny myśli nie powstaje nic nowego. Dla mnie. Dla innych. Zazwyczaj myślenie prowadzi mnie wprost w dziurę od dupy. Błądzę. Umazany gównem szlajam się po terenach, na których nie powinienem być. A może powinienem. Ja tego nie wiem, nikt tego mi nie powie. Bo jeśli ja siebie nie znam, to kto pozna?

Możecie nazwać to jak chcecie, mam to gdzieś. Wiem tylko tyle, że dzisiaj sobota a to jest ze mną od mniej więcej 10 lat.

I od tylu lat powinienem nie żyć. A dlaczego żyję? Nie wiem. Przecież ja nic nie wiem.

KSIĄŻKI, KTÓRE POMOGAJĄ W WALCE Z DEPRESJĄ>>>

NEWSLETTER Zapraszam!



This article was written by Przemysław Pufal.