Dopalacze. Kto przegrywa z nimi wojnę

Dopalacze powracają jako temat w dyskusji publicznej wtedy, gdy wydarza się kolejne nieszczęście, gdy po ich zażyciu umiera ktoś albo trafia do szpitala.

Donald Tusk ambitnie ogłosił, że wprowadzone w życie prawo pomoże w walce z dopalaczami. Rzeczywistość jednak przerosła prawo, te substancje można kupić oczywiście również nielegalnie i nie wydaje mi się, żeby można było wygrać z ich producentami i handlującymi nimi.

Problem taki sam jak z narkotykami.

Jedna z gazet daje tytuł „Rząd przegrywa z dopalaczami.” Jest to jeden tylko przykład na to, jak łatwo, w różnych dziedzinach życia, zrzuca się odpowiedzialność na innych.

Dziecko bierze dopalacze? Winna szkoła i rząd. Sąsiedzi. Koledzy. Wszyscy winni, więc rodzice mogą spać spokojnie, bo przecież wszyscy mają odpowiadać za ich dziecko, tylko nie oni!

Czy aby nie przesadzamy, nie tyle nawet pomniejszając wpływ rodziców na ich dzieci, co zupełnie go wykluczając?

Rodzicom, którzy nie przejmują się wychowaniem dzieciaków, w to graj! Zaś rodzicom, którzy się starają w wychowywaniu swoich dzieciaków, wszyscy dookoła próbują w ten sposób wmówić, że nic nie jest ich zasługą, bo to szkoła, rząd, państwo, media wychowują ich dzieci.

Jak jest źle, winni są inni, ale gdy jest dobrze, to czyja to zasługa? Idąc tym tokiem rozumowania, również nie rodziców,  prawda?

Kto więc głównie przegrywa walkę z dopalaczami? Osoby, które je biorą. Ich rodzice, bliscy, ci, którzy starali się do tego nie dopuścić.

Chyba, że dali sobie wmówić, że nie mają żadnego wpływu na swoich najbliższych i czekają, aż ktoś wszystko zrobi za nich…

Okazuje się, że chcemy być wolni, ale nie odpowiedzialni.

 

NEWSLETTER Zapraszam!



  • Wszystko przeniosło sie na czarny rynek niestety, ale na pewno cały proceder mocno się uspokoił i młodzież nie sięga po to tak często jak w czasach afery z chłopakiem, który zbił na tym fortunę