Jedzenie robaków

Wykład z estetyki talerza

Coraz modniejsze, oczywiście w krajach bogatych, w których ludzie mają co jeść, jest pożywianie się robalami. W biednych to nie moda, ale czasami po prostu przymus.

Nie znam się na robakach, ale wszystkie ich zalety, typu duża ilość białka i czegoś tam jeszcze, jakoś mnie nie przekonują. Mimo wszystko zwracam uwagę na to, co jem, jak to wyglądało przed swoją śmiercią. Fakt, że krowa ma piękne oczy a niektóre świnie podobne nawet inteligentne, jakoś mnie od nich nie odstręcza. Może wręcz przeciwnie, lubię gdy na talerzu leży coś co było ładne. Nie oglądam bezpośrednich transmisji z rzeźni. I może mnie nazwać hipokrytą, ale czego oczy nie widzą, to żołądek przyjmie.

Za to robali nie ruszę i już! Nie dość, że to to wygląda nieszczególnie, to jeszcze źle się kojarzy. To znaczy kojarzy się z tym dziadostwem, które od czasu do czasu dostaje się do domu.

Poza tym, Dziecko właśnie wczoraj, wpadło w panikę na widok zwykłego mola, więc jak miałbym mu wytłumaczyć, że to leżące na talerzu nie ożyje i go nie ugryzie. Nie dałoby się przekonać za nic na świecie! Nawet za dziesięć kilo cukierków.

No i jak zmodyfikować powiedzenie: „Nie jedz tego, bo dostaniesz robali!”?

Mieszkałem kiedyś w hotelu robotniczym, w którym było więcej karaluchów, niż cząsteczek tlenu i jakoś nie wspominam tego doświadczenia z burczeniem w brzuchu i cieknącą śliną.

Gdyby ludziom było obojętne co zjadają, to zajadaliby również, powszechnie, a nie tylko niektóre osobniki, innych ludzi. Ludzina może i jest dobra, ale na szczęście większość z nas woli konsumować swoich pobratymców w innych sposób, jeśli wiecie o co mi chodzi. Dla niedomyślnych: o seks.

Tak więc nie przewiduję zjadaniu robali wielkiej kariery. Teraz, bo w nieodległej przyszłości, gdy ród ludzki całkiem upadnie, wróci powszechne niewolnictwo, głód i nędza, to oczywiście każdy robak będzie na wagę złota!

This article was written by Przemysław Pufal.