Jak kupowałem telewizor

Nienawidzę robić zakupy. To znaczy, jeśli mam kupić coś fajnego, coś, co do czego mam przekonanie, że mi się przyda albo podoba, to oczywiście nie mam problemu.

Zakupoholikiem nie jestem, ale jedną z przyczyn jest to, że ciężko jest zrobić zakupy nie w sklepie internetowym i się nie zdenerwować.

Co jakiś czas muszę jednak dokonać zakupów tak zwanych poważniejszych, jakichś urządzeń na przykład. I tak chciałem kiedyś (w czasach przedinternetowych – tak, były takie!) kupić telewizor. Jestem jednym z tych upierdliców, którzy zastanawiają się nad zakupem całymi tygodniami, czytają ulotki, instrukcje, karty gwarancyjne, kilkukrotnie przyłażą do różnych sklepów i wypytują sprzedawców od ogółu do szczegółu.

Łaziłem więc po sklepach i różnie w różnych bywało. W jednym za ladą stała kobieta, która tak mocna przejęła się tym, co usłyszała lata temu na szkoleniu wstępnym, że stosowała to wciąż i bezmyślnie, również w stosunku do mnie.

Za pierwszym razem zapytałem o jakiś model telewizora. Jej odpowiedź była entuzjastyczna:

– Świetny! Najlepszy w tej chwili na rynku! Praktycznie się nie psują! Proszę popatrzeć na obraz – jak żyleta! Tak między nami: taki sam kupiłam sobie jakiś czas temu do domu. I co? Cała rodzina zadowolona!
Przytoczyłem tutaj skrót i clou jej wypowiedzi. I nie wszystkie wykrzykniki, którymi ją okrasiła. Grzecznie podziękowałem i poszedłem zastanawiać się i szukać innych telewizorów.

Tydzień po tej rozmowie, trafiłem do jej sklepu ponownie. Tym razem zapytałem o inną firmę i inny model telewizora. I co usłyszałem?

– Świetny! Najlepszy w tej chwili na rynku! Praktycznie się nie psują! Proszę popatrzeć na obraz – jak żyleta! Tak między nami: taki sam kupiłam sobie jakiś czas temu do domu. I co? Cała rodzina zadowolona!

Usłyszałem praktycznie ten sam tekst, no, może pewne słowa zamieniła na ich synonimy. Zacząłem się zastanawiać, ile też telewizorów ma ta pani w swoim domu.

A ponieważ z natury jestem nieufny i złośliwy, po kolejnym tygodniu polazłem do tego sklepu raz jeszcze. Maskując się kapturem, zapytałem o jeszcze inny model telewizora kolejnej firmy. I co usłyszałem?

– Świetny! Najlepszy w tej chwili na rynku! Praktycznie się nie psują! Proszę popatrzeć na obraz – jak żyleta! Tak między nami: taki sam kupiłam sobie jakiś czas temu do domu. I co? Cała rodzina zadowolona!

Przyznam się bez bicia: nie wytrzymałem!

– Proszę pani, w poprzednim tygodniach mówiła pani o innych telewizorach, że też je pani kupiła i…

Przerwała mi:

– A co, nie można?! – W jej głosie już można było usłyszeć zdenerwowanie.

– Można, ale ja chciałem usłyszeć konkretną opinię i może radę, a pani…

– Proszę pana! Proszę coś wybrać i kupić albo nie kupować!

I poszła na zaplecze.

I tak oto nie kupiłem w jej sklepie telewizora. Ten sklep od dawna nie istnieje i chyba wiem dlaczego.

Zdarzyło mi się jeszcze parę razy słyszeć od sprzedawców tekst: „Kupiłem to dla siebie i rodziny i jesteśmy bardzo zadowoleni”. Nigdy już nie uwierzyłem w takie zapewnienia.

Co więcej, zastanawiam się, czy gdybym poszedł do apteki i powiedział, że mam trypra, to od farmaceuty też usłyszałbym: „Wie pan, ja też, ale stosuję ten lek i cała rodzina jest zadowolona!”?

A ponieważ z natury jestem nieufny i złośliwy, to kiedyś pójdę do apteki i…

NEWSLETTER Zapraszam!



This article was written by Przemysław Pufal.

  • Podobnie jest z innymi produktami, w każdym sklepie polecali mi inną drukarkę, aparat, odkurzacz.
    Z tego co widzę większość sprzedawców powtarza zasłyszane informacje od producenta, jednak watro przed zakupem poczytać w internecie opinie / testy niezależnych osób.