Nie pojadę choćby mnie wołami ciągnęli!

Miliony Polaków co roku przemieszczają się po całym globie, lądują w egzotycznych krajach, jeżdżą chociażby do Rabki a w ostateczności wylegują się nad najbliższym jeziorem. I już nie ma znaczenia czy jest lato czy zima, Polacy lubią wyjeżdżać w ten sposób odpoczywając.

Kłamią. Nie można odpocząć poza domem! Każdy wyjazd, wycieczka, nawet pobyt w sanatorium są bardziej męczące, niż przebiegnięcie dwa razy pod rząd maratonu. Po powrocie z wakacji człowiek jest tak wycieńczony, że nie pozostaje mu nic innego jak położyć się i umrzeć. I proszę zauważyć, że to zmęczenie dotyczy nie tylko ciała, ale również psychiki. To jest autodestrukcja, za którą sami płacimy i to nierzadko spore kwoty.

I po co to komu? Dlatego ja nie jeżdżę na wakacje, nie spędzam urlopów ani gdzieś w Polsce ani tym bardziej w obcych krajach. I mam wiele powodów, które tutaj wyłożę.

Nie chce mi się. Pierwszy i najważniejszy. Zawsze byłem leniwy, nigdy nic mi się nie chce, na nic nie mam ochoty. Za to powinni przyznawać rentę.

Wszystko już widziałem. W telewizji. Podejrzewam, że nie tylko jak obejrzałem cały świat w telewizji. Widzieliśmy nawet to, czego nie wolno oglądać jak się jest tam gdzieś na miejscu, bo miejscowi zrobili wyjątek tylko dla wielkich pieniędzy którejś z największych stacji telewizyjnych.  Widzieliśmy Wielki Mur z kosmosu i zbliżenie nosa Lenina a raczej, na szczęście, jego martwego ciała. Po co jeździć, po co zaglądać, gdy już wszystko obejrzane?

Jest za gorąco. Nienawidzę upałów i nie wyobrażam sobie mieszkać w którymś z ciepłych i wilgotnych krajów! Umarłbym zaraz po wschodzie słońca i nie ruszyłbym się, aż by mojego ciała nie zrzucili do jakiegoś rowu. Jest tylko kilka rzeczy gorszych od upału. Będąc młodym chłopakiem zaczytywałem się w książkach o polarnikach i, co nie powinno dziwić, czytywałem je zawsze latem. Książki te uruchamiały wyobraźnię, która działała lepiej niż klimatyzacja, która zresztą wtedy w naszym kraju jeszcze nie istniała. Ten sposób nie działa niestety w krajach tropikalnych.

Boję się węży. Jak sobie poczytałem, ile niebezpieczeństw ze strony dzikich zwierząt i wstrętnych robali czyha na człowieka na przykład w takiej Australii, to biura podróży omijam szerokim łukiem. Nie trzeba oglądać horrorów, aby zejść na atak serca. Wystarczy film przyrodniczy.

Nie zasłużyłem. Tego argumentu używam, gdy żona naprawdę nie daje mi spokoju i namawia na jakikolwiek wyjazd gdziekolwiek. Wydawało mi się, że jest nie do zbicia, ale muszę przytaczać także inne, ponieważ żona jest bystrzejsza ode mnie i łatwo sobie z taką argumentacją radzi.

Sprzątam dom. No a kiedy można dokonać generalnych porządków jak nie w czasie urlopu, gdy ma się dużo czasu? Na wyjazd już wtedy nie ma ani chwilki!

Kury nie mogą zostać same. Tego argumentu używał zawsze mój dziadek. Różnimy się tym, że on miał kury i nawet nadał im imiona, a ja kur nie posiadam. Chyba będę musiał kilka kupić.

Ukradli mi paszport. Kiedy ktoś z dziwną miną mówi, że paszport nie wszędzie jest potrzebny a poza tym można wyrobić sobie nowy, ja zawsze zdziwiony odpowiadam, że tego nie wiedziałem. Chyba nie każdy mi wierzy.

Boję się salmonelli. I innych zatruć pokarmowych, rozstrojów żołądka wraz z ich konsekwencjami. Czy naprawdę rozsądne jest wydawanie pieniędzy na pobyt w jakimś kraju, z którego po wypiciu kropelki niebutelkowanej wody zobaczymy tylko hotelową ubikację i wzruszającego ramionami miejscowego lekarza? Ze swojej łazienki jestem zadowolony a i takich lekarzy mam pod ręką.

Mam kolonijną traumę. Chyba nie muszę dodawać, że ma ją każdy, kto choć raz był na koloniach. Tam się zawsze dzieją straszne rzeczy, które pozostawiają ślad w psychice na stałe. W więzieniach przebywają tylko i wyłącznie byli koloniści.

Gubię się w obcych miejscach. Przyznam się do kompletnego braku rozeznania nie tylko w nowym terenie, ale również w znanych mi miejscach. Po co mam wyjeżdżać zwiedzać jakąś kilkunastomilionową metropolię, skoro mam zdolność do gubienia się w hipermarkecie?

Mam chorobę lokomocyjną. Nawet na rowerze. Co więcej, nawet chodzenie kończy się bólem głowy, dlatego staram się je ograniczać i wstawać tylko na posiłki, do ubikacji i ewentualnie po pilota od telewizora, którego ktoś złośliwie ode mnie odsunie.

Rodzina chce ze mną jechać. Czy odpoczynek nie oznacza czasami oderwania się od tego co mamy na co dzień? Nie tylko chodzi o krajobraz czy miejsce zamieszkania, ale na pewno także o rodzinę. Przypomnij sobie typowy obrazek znad morza albo z góralskiej knajpy: kłócące się rodziny, które spędzają ze sobą cały rok, a w czasie urlopu skaczą sobie do gardeł, nie mogąc ze sobą wytrzymać.

W TV lecą powtórki seriali. W ciągu roku, gdy jednak trzeba trochę popracować, raczej nie ma czasu na oglądanie seriali czy ciekawych programów, choć tych w telewizji coraz mniej. Wszelkie zaległości można nadrobić w czasie letnim, gdy od rana do rana stacje nadają powtórki powtórek. Tak więc czasu na wyjazd nie ma!

Szkodzi mi nieznane jedzenie. Szczególnie zepsute. A wiadomo powszechnie, że tylko schabowy z kapustą nie szkodzi i jest dobry w smaku. Miejscowe specjały typu surowe ptaki czy odkopana z ziemi po 27 latach kapusta, szkodzą mi natychmiast, gdy o nich pomyślę. Nie muszę ich jeść, żeby się struć.

Nie interesują mnie ruiny. Po cichu mogę się przyznać, że interesują mnie zabytki i mogą być nawet już ruinami. Do wielu Polaków jednak ten argument trafia, bowiem, jak mówią, nie po to wyjeżdżają tak daleko, żeby oglądać takie bzdety.

Świeże powietrze szkodzi. Tezę tę rozpowszechniam od wielu lat i mam na nią dowody ilekroć wrócę do domu. Zawsze wtedy jestem zmęczony, kręci mi się w głowie, rzęzi mi w płucach, uginają mi się nogi, drżą ręce a język staje kołkiem. Urlop w lesie? Aha, jasne… Strzeżcie się świeżego powietrza!

Powodów, dla których nie wyjeżdżam na urlop, nie spędzam wakacji gdzieś w dalekim świecie a nawet w Polsce, mógłbym przytoczyć jeszcze kilkadziesiąt. Każdy z nich jest równie mocny jak te przytoczone powyżej, a niektóre jeszcze mocniejsze.

Niestety kiedy moja głupota zwycięża, każdego dnia w trakcie wyjazdu umieram. Za to potem przez wiele miesięcy mogę sobie ponarzekać. I tak w koło Macieju.

NEWSLETTER Zapraszam!