Niedziela będzie dla mnie

Niedziela, ach niedziela! Piękny dzień. Byłby, gdyby nie moja żona i dzieciaki.

Budzę się, ale nie tak, że o, wyspany, wypoczęty, nie. Słyszę jak ona trzaska czymś w kuchni. Wiem z doświadczenia, że nie ma szansy, żeby zrobiła kawę dla mnie. Pewnie nawet o tym nie pomyśli. O mężu cierpiącym po walecznej sobocie.

Pomimo tych hałasów musiałem zasnąć, bo otwieram oczy i widzę jak stoją nade mną. Stoją i się gapią. Na wszelki wypadek wzmagam czujność, bo wiem, że zdolne są nie tylko do gapienia się, te moje kochane…

– Au! – krzyczę, bo starszy właśnie przyłożył mi drewnianym mieczem w nogę. Dobrze, że przez kołdrę, bo znowu miałbym rozciętą skórę. Uciekł, gówniarz, nie będę go gonić, bo mi się nie chce. I noga boli. Niby nie ma siły, a jak uderzy, to się z bólu można…

Została i się gapi. Mój słodki aniołeczek, córuchna tatusia.

– Tata – srata! – krzyczy i ucieka z piskiem. No, ładnie! Ledwo to odrosło od ziemi, a już taka pyskata. Ciekawe za kim, bo za mną na pewno nie.

– Dlaczego mała płacze? Co jej zrobiłeś?! – Szanowna małżonka stoi w progu pokoju, ma bojową minę i nóż w ręce.

– Nic jej nie zrobiłem – tłumaczę się. – Słyszysz? Już się śmieje! – Z pokoju dzieci dochodzi śmiech małej i okrzyki starszego. Spoglądam na ten nieszczęsny nóż, wymachuje nim jak maczugą.

– Wstałbyś! Zobacz która godzina! Do kościoła nie zdążysz pójść, chyba, że na wieczór. Może i lepiej, bo na razie śmierdzisz samą wódą, szuszwolu jeden!

I idzie do kuchni. Dzisiaj to i tak jest łagodna, niczym nie rzuca, za głośno nie krzyczy. Chociaż może to dopiero początek awantury. I za co? Parę kieliszków, jak to w soboty bywa, a ta jakieś problemy robi. Z zazdrości chyba, bo zamiast pić ze mną, to cały wieczór demonstracyjnie popijała jakieś ziółka, że niby ją coś boli.

Przewracam się na drugi bok, bo mam ambitny plan jeszcze trochę pospać. Łupie mnie coś w boku. A, już wiem! Wczoraj wieczorem miałem ochotę na małe co nie co, ale żona raczej nie miała ochoty na nic. Pamiętam, że trochę mnie otrzeźwiło, gdy jej łokieć wbił się w moje biedne ciało.

O! Znowu przyszła.

– I będziesz tak leżał? Jaki ty przykład dzieciom swoim dajesz, co?! Leniu śmierdzący! – Prysznica wczoraj nie wziąłem, to fakt, ale żeby od razu leniu?

– Dasz mi odpocząć chociaż raz w tygodniu? – Pytam odważnie, bo żona ma puste ręce, czyli nóż został w kuchni.

– Raz w tygodniu?! Raz w tygodniu?! – Weszła na swój zwykły poziom głośności, więc zaraz sąsiedzi znowu będą walić w ściany. – Od kiedy to taki zapracowany jesteś? Przychodzisz po robocie, leżysz jak zwierzę na tapczanie i nic! Nic nie robisz!

Zastanawiam się od kiedy to zwierzęta wylegują się na tapczanach. Chyba, że chodzi jej o psa swojej matki, ten to w nocy nawet w pościele włazi i śpi z teściową. Brr! Nie wiem, które z nich ma gorzej.

Żeby nie przedłużać gadania żonki, nie odzywam się, tylko z godnością leżę. Może sobie pójdzie i będę mógł jeszcze pospać.

Machnęła w moją stronę ręką i wróciła do kuchni. Zasypiając słyszę jak płacze i narzeka, ale nie jak normalny człowiek, po cichu, pod nosem, tylko tak, żeby ją po drugiej stronie ulicy słyszeli. Cholera jedna, żadnego zrozumienia nie ma dla niewyspanego człowieka. Żeby człowieka! Męża własnego!

Po tych kilkunastu latach małżeństwa wiem jednak, że już nie będzie przychodzić i mnie budzić. Poddała się. A i dzieciaki jakoś zajęły się czymś innym i nie przychodzą mnie maltretować.

Budzę się. W domu cicho, pewnie już poszli do kościoła. Całkiem możliwe, że jest już nawet pora obiadowa i poszła z dzieciakami do swojej mamusi. Mam więc znowu spokój, tylko napiłbym się czegoś, w gębie taki kapeć…

Lubię tak w niedzielę sobie pospać porządnie. Odpocząć, nic nie robić, łazić w piżamie cały dzień. No bo po co mam wstawać, skoro ledwie otworzę oczy, a ta już stoi nade mną i nadaje. A dzieciaki za grosz mnie nie szanują, za grosz! To z niej biorą przykład. Co mam więc robić we wszystkie niedziele? No przecież, że odpoczywać. Spacery mnie męczą, w telewizji nic ciekawego nie dają, to sobie chociaż poleżę.

Budzą mnie jakieś hałasy. Wrócili. Matko jedyna, słyszę też teściową! Szkoda, że moja mamusia mieszka tak daleko, obroniłaby mnie przed tą…

– Zobacz, zobacz! – Moja małżonka stoi koło łóżka, obok niej jej matka i patrzą na mnie jakbym zabił je obydwie, a teraz były tylko duchami, które wróciły na ziemię, żeby się na mnie zemścić.  – Leży pijak jak ta świnia, cały dzień tak leży!

Żona próbuje ściągnąć kołdrę, ale się nie daję, bo wczoraj spieszyłem się na seks i nie założyłem piżamy. Jak sobie chlapnę, to zawsze wtedy mam nadzieję, że może ona mnie jednak jeszcze kocha… Wczoraj nie kochała.

Zamykam oczy i uszy chyba też, bo widzę jak usta teściowej się poruszają, ale jej nie słyszę. Żona też coś krzyczy i macha rękoma.

Coś we mnie pęka. Mam tego dość! Tyle lat poniżania, czepiania się. Teraz jeszcze ten dinozaur przyłączył się do mojej ślubnej. Ale ja im pokażę! Teraz, zaraz!

Wstaję nagi, nakładam kapcie i z dumnie podniesioną głową wychodzę z pokoju. Żona w szoku, teściowa przygląda mi się tam, gdzie nie powinna. A potem wychodzę z mieszkania i bloku. Idę, ludzie patrzą, pokazują palcami, coś krzyczą.

A ja idę i nie przestanę, bo idę ku wolności!

Kurde, zimno jest, a na dodatek zapomniałem wziąć fajki!

 

 

NEWSLETTER Zapraszam!



This article was written by Przemysław Pufal.