Niepotrzebne rozbiory, niepotrzebne wojny – już po nas!

Kilka razy do roku można poczytać sobie o wynikach badań czytelnictwa w naszym kraju i za każdym razem dostać wysypki. Albo rozwolnienia. Albo tego i tego.

Właściwie to mógłbym w całości przytoczyć wyniki badań przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową, a lektura przyniosłaby wam wiele emocji, których nigdy nie przeżywaliście. Chciałbym jednak dodać parę rzeczy od siebie, bo w końcu też mam prawo do przeżycia katharsis.

Czytając o tych wynikach, trzeba pamiętać o tym, że książkę w tych badaniach zdefiniowano bardzo szeroko, bo rozumie się pod tym pojęciem także albumy, poradniki, encyklopedie, słowniki i książki elektroniczne. Tak więc czytelnikiem jest zarówno osobnik, który przypadkowo zajrzał do książki kucharskiej żony, jak i ten, który zerknął na zdjęcie w poradniku malarza pokojowego jak i oczywiście osoba, która przeczytała książkę.

O teraz, uwaga, trzymajcie się mocno!

„61 procent Polaków w ciągi ostatniego roku nie miało kontaktu z żadną książką.

Jednokrotny kontakt z jakąkolwiek książką deklaruje nieco ponad 39 procent.

Grupa rzeczywistych czytelników, czyli takich, którzy czytają siedem lub więcej książek to 11 procent.”

Kto stracił przytomność? Widzę, że prawie wszyscy. 61 procent rodaków nie miało w ciągu roku żadnego kontaktu z książką, nawet nie otworzyło albumu kamasutry w czasie odkurzania półek! 39 procent gdzieś dotknęło książkę, zamienili się w słup soli i nadal trwają w szoku i stuporze. 11 procent Polaków przeczytało w ciągu 365 dni siedem lub więcej książek. I to jest ta grupa, która jest wytykana palcami, opluwana, a w najlepszym przypadku nazywana frajerstwem! Należę do tej grupy. Czytam książki. Kupuję je. Wypożyczam z bibliotek. Czy ja jeszcze jestem człowiekiem? Jeśli nawet, to należę do mniejszości, która niedługo, aby przeczytać książkę, będzie musiała udać się do katakumb i nerwowo przyglądać się twarzom innych w poszukiwaniu szpicli Nieczytającej Większości!

I cytat: „34% Polaków z wykształceniem wyższym nie przeczytało w ciągu ostatniego roku żadnej książki, 20% w ciągu ostatniego miesiąca nie przeczytało tekstu o objętości trzech stron lub dłuższego artykułu w prasie, 17% nie przypomina sobie, żeby w ciągu ostatniego roku czytało jakąkolwiek prasę.”

Można zlekceważyć problem, ale tylko do momentu, gdy uświadomicie sobie, że na przykład architekt, który wybudował wasz dom nie czyta. Bo może w ogóle nie umie? Czujecie się bezpieczni przebywając w tej betonowej masie, która za chwilę runie?

Czas uświadomić sobie także, że wśród grupy nieczytających jest również wasz lekarz! Skończył studia 20 lat temu i od tamtej pory nie przeczytał ani jednej fachowej książki! Ba, nawet artykułu! I nadal leczy, choć można się domyślać, że jego skuteczność jest podobnej wielkości co skuteczność zjadania na wszelkie schorzenia kociej sierści! Nie dokształcają się, nie są ciekawi czy przypadkiem nie pojawiły się na rynku nowe leki. Całą wiedzę o współczesnej medycynie czerpią z łapówek od przedstawicieli koncernów farmaceutycznych i hurtowni z lekami. Przejrzenie zdjęć z folderu ukazującego piękno greckich wysp, na które polecą za stosowanie eksperymentalnych leków, nie zaliczamy do czytania.

To nie wszystko! Czy jesteście pewni, że nauczyciele waszych dzieci umieją czytać? Część z nich jest w tej grupie, która nie przeczytała ani jednej książki w ostatnim roku. Mam wrażenie, że nie tylko w ostatnim. Znam syna pewnego małżeństwa,  nauczycieli. Synalek zaczął studia na takim kierunku, jaki ukończyło jedno z rodziców i okazało się, że w domu nie ma na ten temat ani jednej książki!

Czy można być bardziej wstrząśniętym, niż po uświadomieniu sobie, że nauczyciele nie czytają nawet „Życie na gorąco”?

Myślicie więc, że wasze dzieci nie umieją czytać, bo ich nauczyciele to analfabeci? Ta, to prawda, ale nie do końca. W grupie uczulonych na druk są też rodzice. Nie zwalajmy wszystkiego na szkołę, w końcu rodzic też ma jakieś obowiązki w stosunku do swoich dzieciaków, prawda? Raport wyraźnie podaje, że im człowiek starszy, tym mniej czyta. Czyli gdzieś koło 20 roku życia zmęczenie życiem i problemami nie pozwala sięgnąć po ani jedną książkę. I dzieci na to patrzą. A raczej nigdy nie widziały swojego rodzica z książką w ręku!

Tak, z badań wynika, że zdarzają się jakieś pojedyncze nastolatki, które czytają. Ale okazuje się, że przerywają lekturę dość szybko, albo czytają tylko fragmenty. Czyli przed wydarciem kartek z książek rzucają do środka okiem, żeby się upewnić czy nie ma tam jakichś zdjęć coolerskich gadżetów. I to jest całe ich czytanie. Dlaczego nie czytają całych książek i tylko fragmenty? Jako przyczynę wskazuje się model edukacji. Hę?! My już jednak wiemy, że skoro nauczyciele nie znają literek, to trudno im będzie namówić dzieciaki do czytania. Skoro sami uważają czytanie za stratę czasu, to trudno, aby byli w stanie sprawić, żeby któryś z uczniów zaczął czytać.

Dodając rodziców do nauczycieli nie dziwię się rzeszy głąbów, którzy przychodząc do szkoły ponadgimnazjalnej nie umieją czytać. I wszyscy są zdumieni i szukają przyczyn tego zjawiska. Rodzice, ile czasu spędzacie ze swoimi dziećmi? Nauczyciele, nadal będziecie twierdzić, że spędzacie tyle samo a może nawet więcej czasu na wykonywaniu swojego zawodu co wasze koleżanki i koledzy w innych krajach?

Wyniki badań pokazują również, że więcej czytają kobiety. Jestem przekonany, że tutaj statystykę zafałszowały książki kucharskie i katalogi z kosmetykami. Kiedy kobiety przeglądają te niewątpliwie fascynujące przykłady współczesnej literatury, ich faceci siedzą wgapieni w telewizor, a przez ich mózgi od 26 lat nie przeszła myśl o przedmiocie zwanym książką.

O teraz cytat z raportu: „Ludzie formalnie wysoko wykształceni w sensie kulturowym już niekoniecznie są inteligentami.” Dobrze rozumiem, że mając wyższe wykształcenie i nie czytając jest się idiotą?

Żeby nie być gołosłownym, opowiem sytuację, która przytrafiła mi się jak do tej pory na szczęście raz, a kiedy to miałem ochotę na kogoś zwymiotować. Otóż miałem nieprzyjemność rozmawiać z młodym osobnikiem, który ukończył studia i głośno chwalił się, że przez ten czas nie przeczytał ani jednej całej książki. Że co proszę?!

NEWSLETTER Zapraszam!