Opener – muzyka i inne radości

Wróciłem z Żoną z Openera. Tak, starszaki też jeżdżą na festiwale…

Byliśmy na tym festiwalu dopiero drugi raz, ponieważ we wcześniejszych latach nie pozwalały nam na to nasze obowiązki.

I żałujemy, że wcześniej nie jeździliśmy a powody tego żalu są różne:

Muzyka. Czyli to, co na każdym festiwalu najważniejsze. Chciałem napisać o poszczególnych wykonawcach, najważniejszych dla mnie koncertach, ale nie napiszę. Jak kogoś interesuje jakiej muzyki słucham, to niech polubi mojego Facebooka. Dla mnie każdy koncert to święto muzyki i moje własne prywatne. Przeżywanie występu ulubionego wykonawcy jest tak intymne jak seks, więc nie będę tu pisał co czuję słuchając i oglądając koncerty.

Szkoda, że na Openerze nie można zobaczyć wszystkich koncertów na wszystkich scenach, ale to specyfika dużych festiwali. To jedna z tych rzeczy, których nie da się zrobić. Chyba, że festiwali trwałby 2 tygodnie…

Mam również wrażenie, że na pewne festiwale jeździ się głównie dla atmosfery i zabawy ze znajomymi i nieznajomymi, a muzyka jest na drugim planie. Dla mnie takie podejście jest dziwne, ale…

Ludzie. Czyli to, co na każdym festiwalu powinno być zaraz po muzyce. Na Openerze jest świetna atmosfera. Tysiące młodych i starszych ludzi tworzy przez te kilka dni naprawdę miłą atmosferę. Jest bezpiecznie, bez zadym i agresji. Oczywiście, są używki, czasami zdarzy się w tłumie mocno nabzdryngolony gość, ale to nie oni dominują. Dominują przyjaźnie nastawieni ludzie, którzy chcą się dobrze bawić przy dobrej muzyce.

Na Openerze są nie tylko Polacy. Spotkaliśmy Skandynawów, Niemców, Anglików, ludzi ze wszystkich krajów, z którymi sąsiadujemy (również z Rosji), Hiszpanów, Portugalczyków, Brazylijczyków, ludzi z różnych krajów Azjatyckich. Oni poznają Polskę nie taką, jaką my ją widzimy (bo przecież głównie narzekamy, prawda?), ale jako normalny, europejski kraj, nie różniący się znacząco od innych, które widzą podróżując po świecie.  Polityka, sport dzielą, za to muzyka łączy.

Dodatki. Czyli to, co na każdym festiwalu jest, ale nie zawsze jest doceniane. Na przykład na Openerze jest to moda, teatr, film, sztuka współczesna, książka. Przed, po czy między koncertami można więc zająć się również innymi przejawami kultury, niż muzyka.

Odpoczynek. Czyli to, czego na festiwalu nie uświadczysz! Naprawdę trzeba być młodym człowiekiem, albo starszakiem z dobrą kondycją, żeby wytrzymać na przykład te 4-5 dni Openera. Dojazd (darmowy) na lotnisko, dojście na miejsce koncertów, przemieszczanie się między scenami, stanie pod sceną, skakanie, tańczenie… uff… To naprawdę jest dobrych kilkanaście kilometrów dziennie.

Jedzenie. Czyli to, co na każdym festiwalu być powinno. Obojętnie jakie. Spędzanie całych dni na terenie festiwalu to również zjadanie tego, co tam oferują. Jesz co jest. Ci, którzy muszą mieć dwudaniowe obiadki raczej nie będą zadowoleni, bo dominuje fast food.

Pole namiotowe. Czyli to, co na każdym festiwalu wzbudza dużo kontrowersji. Nie wiem, nie mieszkaliśmy, nie oceniam. Słyszeliśmy jednak, że było wesoło. Nawet jeśli są kolejki pod prysznic a ochrona nie pozwala wnieść butelczyny, to i tak ludzie się tam świetnie bawili.

Każdego dnia, każdej godziny festiwalu wydarzało się coś godnego uwagi, ciekawego, wzruszającego lub śmiesznego. Ci, którzy jeżdżą na Openera czy na inne festiwale, wiedzą to doskonale. Ci, którzy nie byli, niech żałują. 

NEWSLETTER Zapraszam!



This article was written by Przemysław Pufal.