Prowincjonalny prowincjusz, czyli rozmowy z Panem Mariuszem #3

Prowincja a służba zdrowia

 

Mówi Pana Mariusz:

– Panie Przemku, tyle się mówi w mediach o lekarzach, służbie zdrowia, problemach, ciągłych zmianach. A słyszał Pan, żeby mówili, ale tak rzetelnie, jak to jest z leczeniem na prowincji?

– Pewnie jakiś materiał by się znalazł na ten temat…

– Jasne! Nawet dwa! Przecież jak już coś mówią, to tak ogólnie. Ale zostawmy te media, chociaż to one nie dają wiedzy tym co mieszkają w większych miastach, jak to naprawdę wygląda daleko od nich. Duże ośrodki to szpitale uniwersyteckie, duże szpitale z masą specjalistów, gdzie można leczyć się na wszystko. Nie twierdzę, że tam nie ma kolejek, złych lekarzy czy łapówkarstwa. Ale przecież jak ktoś mieszka na wsi czy w małym mieście, to w najlepszym wypadku ma szpital powiatowy. A nim tylko podstawowe odziały. Jak komuś jest coś poważniejszego, to musi jeździć do dużych ośrodków. To jeszcze nic, no bo jak ktoś choruje, to trudno, męczy się, ale jeździ. Ale lekarzy specjalistów też nie ma. A jak są to i mało i niedouczeni. Bo ktoś ich tu pilnuje? Taki skończy studia i już więcej niczego nie uczy, nie doucza!

– Eee, chyba nie… – próbuję coś wtrącić.

– Jak to nie?! Ma pacjentów i ma gdzieś uczenie się. I tak przyjdą do niego, bo innych nie ma. A nie każdy może sobie pozwolić na jeżdżenie po Polsce za lekarzem. Więc idzie i siedzi cicho, nie narzeka.

– Oj, narzekają, narzekają – mówię.

– I dobrze, bo jest na co! Ale wróćmy do tych, co nie wiedzą, jak się żyje…

– Do Warszawiaków? – pytam.

– Nie tylko, nie tylko. Do tych z dużych miast. Wszystko mają pod nosem, lekarzy, szpitale, pogotowie. A właśnie, pogotowie! Narzekają, że przez korki to długo jedzie do chorego. Może i na wsi korków nie ma, za to trzeba na tę wieś dojechać tą karetką. Sam pan wie, że nie zawsze się da.

– Jak to się nie da? – udaję, że nie wiem.

– No tak to! A to nie ma drogi albo jest polna, rozjechana. Albo błoto takie, że ciągnikiem trudno przejechać, a co dopiero taksówką. Większe wsie mają trochę lepiej, choć i do nich czas dojazdu jest długi. A co mają powiedzieć ludzie mieszkający za wsią? Na jakimś wybudowaniu? Tam karetka jedzie pół dnia i jeszcze błądzi po polach i lasach. W dużym mieście to każdy w razie czego wskaże drogę, ulicę, a na wsi nawet nie ma kogo spytać! Jeżdżą więc te karetki, a ludzie…

– Niech pan nie przesadza, nie jest aż tak źle!

– Jest, jest! A poza tym chciałem powiedzieć, że to naprawdę jest duża różnica między służbą zdrowia na wsi, w małym mieście a w dużym. O Warszawie nie wspominając…