Prowincjonalny prowincjusz, czyli rozmowy z Panem Mariuszem #5

– Powiem panu, że śmieszy mnie narzekanie na dostęp do kultury!

– A dlaczego? Czasami trudno jest z dostępem do różnych instytucji…

– No, jest – przerywa mi pan Mariusz. – Trudno, ale u nas. A ja mówię, że tacy Warszawiacy czy inni Poznaniacy się skarżą, że teatr zamknęli. Albo że mają mały wybór przedstawień w operze! No to mogę im powiedzieć. Ja mam do najbliższego teatru jakieś 150 kilometrów. Tak samo oczywiście do opery, baletu. I na koncerty też, prawda? Pan ma to samo.

– No ja mam trochę bliżej – mówię.

– No, ze 20 kilometrów. Ale wie pan, co chcę powiedzieć? Wyjazd do teatru to cała wyprawa. I raczej nie ma szans, żebym pojechał w dzień powszedni, chyba, że sobie zrobię wolne w pracy. I rodzina też. Najpierw muszę kupić bilet, jak się da, to przez internet, no bo jak inaczej? Jadę z nimi dwie i pół godziny do miasta. Tam kolejne dwie godziny na przedstawieniu. Kolejne dwie i pół godziny zajmuje powrót. To jest jakieś siedem godzin. Po powrocie jesteśmy zmęczeni i niewiele pamiętamy z przedstawienia. Taki wyjazd do teatru to nie tylko sprawa organizacyjna, ale też finansowa. Mnie stać, ale wielu nie na paliwo czy bilety. A mieszkaniec dużego miasta wsiada w autobus albo dochodzi pieszo i musi wybulić za bilet. I oni mówią, że mają utrudniony dostęp do kultury. A teraz posłucha pan kolejnego przykładu. Ile w pana mieście jest księgarń?

– Jedna… – mówię.

– Właśnie. Jest pan skazany na ich ceny, prawda?

– No kupuję książki też w internecie.

– Na szczęście pan umie i ma pieniądze na zapłacenie przesyłki. Ale wielu nie ma i nie umie kupować przez internet. Na wsiach jest wiele takich osób. A ci z dużych wychodzą z domu, obejdą sto księgarń i sobie wybiorą tańsze książki. I nie płacą za przesyłkę. I oni narzekają na dostęp do kultury?!

NEWSLETTER Zapraszam!