Rodzice typu curling

Rodzice typu curling to określenie, które ukuł duński psycholog Ben Hougaard. Curling polega na zamiataniu specjalnymi  miotełkami przed kamieniami sunącymi po lodzie. Wygląda to tak, jakby zawodnicy oczyszczali teren przed kamieniem.

Rodzice typu curling robią coś podobnego: wymiatają sprzed swoich dzieci wszystko, co uznają za niepotrzebne. Usuwają z życia swoich dzieci (choć zdarzają się też tacy nauczyciele i wychowawcy) wszelkie pojawiające się przeszkody uważając, że robią to dla dobra dzieciaków.

Rodzice tego typu swoją postawę manifestują w różny sposób. Odrabiają za swoje dzieci lekcje szkolne. Nie dają dziecku żadnego jedzenia, które mu nie smakuje. Nie pozwalają, aby się zmęczyło, pobrudziło, a w przypadku skaleczenia gotowi są dawać nawet znieczulenie. Ich dziecko nie może cierpieć fizycznie. Psychicznie również nie. Chodzą do szkoły, żeby nawrzeszczeć na nauczyciela, który odważył się wymagać od dziecka, żeby pracowało, który postawił złą ocenę za brak wiedzy czy przygotowania do lekcji. Szukają lekarza, który da zwolnienie z lekcji wychowania fizycznego, żeby dziecko nie musiało się na nich męczyć. Gdy dziecko przychodzi ze skargą na swoich rówieśników, rodzic taki idzie na podwórko i sam załatwia sprawy, wtrącając się w relacje swojego dziecka z innymi dziećmi. Niektórzy posuwają się do bicia dzieci, które ośmieliły się pokłócić z ich pociechą.

Rodzice tacy wierzą, że wyeliminują z życia swoich dzieci wszelkie przeszkody, niedogodności, problemy, konflikty i cierpienia. Wierzą, że chronienie dzieci przed wszystkim, co może sprawić im ból fizyczny czy psychiczny, daje pozytywne rezultaty teraz i da również w przyszłości.

Rodzice typu curling jednak mylą się i wyrządzają swojemu dziecko krzywdę. Większość rodziców jest w stanie zrobić wszystko, aby jego dziecko nie cierpiało. Jest jednak różnica między chronieniem go przed niepotrzebnym cierpieniem, a usuwaniem z jego życia jakichkolwiek przeszkód.

Nie da się wyeliminować z życia dziecka i późniejszego dorosłego, wszelkiego zła, cierpienia, bólu, walki, zranień. To jest niemożliwe, a próbując to robić, pozbawiamy dziecko szansy na nauczenie się jak w takich sytuacjach sobie radzić, na poznanie świata i ludzi takimi, jacy są. Czasami złośliwymi, czasami sprawiającymi przykrość, a nawet cierpienie.

Wyjście poza siebie, poza swój egoizm uczy empatii, dbania o innych, miłości. Dziecko, które wciąż jest w centrum uwagi i w którego życiu nie ma miejsca na potrzeby innych, nie nauczy się jak żyć z innymi i dla innych. Trudne sytuacje, nie przekraczające dziecięcych możliwości poradzenia sobie z nimi, to okazje do poznania siebie, swoich uczuć, możliwości. Przeżywanie problemów w relacjach z innymi to nauka współżycia z ludźmi, których przecież nie da się usunąć z niczyjego życia.

Niestety dzieci curlingowych rodziców najczęściej wyrastają na jednostko egocentryczne, aspołeczne, nie umiejące żyć w żadnej grupie (czy to w pracy, czy w rodzinie), które nie mają przyjaciół, za to mają problemy z nawiązywaniem i utrzymaniem więzi, którym braku empatii i współczucia dla innych.

Jeśli rodzice tak wychowują swoje dziecko świadomie, to niestety niewiele można zrobić.

A jeśli ktoś po prostu myli troskę o dziecko z usuwaniem z życia dzieci wszystkich problemów, to zawsze jest czas na zmianę swojego postępowania.

Może nie będzie to łatwe, ale przynajmniej daje nadzieję na lepszą przyszłość dziecka i normalne funkcjonowanie.

NEWSLETTER Zapraszam!