Seniorzy

514597d95c1cee87372db36437d8f217Wciąż powtarzane jest powiedzenie: „Starość się Bogu nie udała”. Zawiera się w nim niepokój o własną starość, strach przed niedołężnością, brak wiedzy o tym, jak żyć, aby starość była znośniejsza.

Jednak stereotyp starego człowieka siedzącego przy piecu albo przed blokiem i czekającego na śmierć powoli odchodzi do historii. Bardzo powoli.

Niestety starość to wciąż nie tylko ciało i umysł odmawiające posłuszeństwa, ale również samotność. W małym mieście również daje się to zauważyć. Drastyczne przypadki osób znalezionych po wielu dniach i tygodniach po śmierci zdarzają się również w mniejszych społecznościach. W blokach mieszka się bardzo blisko siebie, za cienką ścianą. A jednak nie znamy swoich sąsiadów, nie interesujemy się ich losem. Na osiedlach z domami jednorodzinnymi nie jest lepiej. Wolnoć Tomku w swoim domku. A co w innych? Nie nasza sprawa…

Dlaczego często stare osoby są samotne? Gdzie podziały się ich dzieci? Wyjechały do większych ośrodków. Pracują poza granicami Polski. Wyjechały na stałe do Holandii, Wielkiej Brytanii i innych krajów, gdzie życie jest łatwiejsze a płace wyższe. Część z nich jednak mieszka niedaleko, ale nie interesuje się swoimi rodzicami. Usprawiedliwiają się pracą, dziećmi, brakiem czasu i możliwości. Dla nich jedna wizyta tygodniowo u starych rodziców to wysiłek i operacja logistyczna niemożliwe do wykonania. Utrzymanie więzi wydaje się niektórym ponad ich siły. Można przecież obracać się w kręgach osób w podobnym wieku, o podobnych zainteresowaniach, z poglądami spójnymi z naszymi. A starzy rodzice mają własne zdanie, nierzadko są uparci, uważają, że wciąż mogą ingerować w życie swoich, dorosłych przecież, dzieci. I mają zły wpływ na wnuki. I skarżą się na zdrowie. I nie wiadomo o czym i jak
z nimi rozmawiać…

A może o tym, że w miasteczku powstał Uniwersytet III Wieku, w którym ojciec i matka mogą być aktywni? A może o tym, że może powinni się na taki Uniwersytet zapisać, żeby przebywać wśród rówieśników, uczyć się, bawić, rozmawiać? Bardzo często osoby starsze, które mieszkają samotnie i stronią od ludzi, mają duże opory, żeby zapisywać się do takich organizacji. Dużą rolę mogę odegrać ich dzieci, motywować do działania, do zmiany stylu życia i swoich przyzwyczajeń.

Stały rytm dnia ciężko jest porzucić. Po wielu latach wstawania, chodzenia do sklepu, wysiadywania przed telewizorem i chodzenia spać, spotkanie w ramach stowarzyszenia działającego na rzecz osób starszych, może wydawać się dużym wysiłkiem, czymś wstydliwym. „To nie dla mnie”. „Za stara jestem, żeby tam chodzić”. „A już się przyzwyczaiłem do mojego życia, po co to zmieniać?”.

Długość życia wydłuża się i oznacza to coraz więcej czasu spędzanego na emeryturze. Nie wolno nam uznać, że ma to być czas spędzany na przygotowywaniu się do śmierci i oczekiwaniu na nią. Nawet posiadając niską emeryturę, można skorzystać z coraz większej oferty edukacyjnej czy kulturalnej dla seniorów, dostępnej coraz częściej również w małych ośrodkach. Przypominam, że dużą rolę w motywowaniu starszych do tego muszą odegrać młodsi.

Coraz większa jest również możliwość skorzystania z różnych form opieki nad osobami starszymi, które ze względu na stan zdrowia potrzebują pomocy. Na przykład w dziennych domach pobytu tworzonych i prowadzonych zarówno przez gminy jak i organizacje pozarządowe i charytatywne. Możliwość spędzenia całego dnia w towarzystwie nie tylko rówieśników, ale również osób młodszych, młodzieży i wykwalifikowanej kadry, jest coraz większa.

A co z osobami schorowanymi nie zdolnymi do przebywania w swoich dotychczasowych środowiskach? Do domów pomocy społecznej kierują ośrodki pomocy społecznej. Można skorzystać z dps-ów komercyjnych, dla osób mających możliwość opłacania w nich pobytu. To instytucje, które zapewniają opiekę całodobową, czasami przez wiele lat. Niestety ich obraz jest zniekształcony przez medialne doniesienia o złych warunkach, a nawet znęcaniu się przez personel nad pensjonariuszami. Pamiętajmy jednak, że są to tylko wyjątki! Większość instytucji tego typu to nowoczesne ośrodki, w których ostatnie lata życia spędza się ciekawie i godnie.

Wysłuchałem setek opowieści osób, które opiekują się swoimi chorymi rodzicami, rodzeństwem czy dziećmi. Wciąż zbyt mała jest pomoc dla nich, szczególnie jeśli chodzi o możliwość skorzystania z tak zwanego hospicjum domowego, czy usług opiekunek środowiskowych. Rezygnacja z pracy z powodu opieki nad chorym rodzicem oznacza mniejsze dochody i obniżenie się poziomu życia. Po wielu latach przenoszenia osoby leżącej z łóżka na wózek i z powrotem, wielu opiekunów zaczyna mieć problemy z własnym kręgosłupem. W ten sposób sami tracą zdrowie. Nie mówiąc o braku czasu wolnego, odpoczynku, chwili dla siebie. I możliwości zadbania o relacje z mężem, żoną, dziećmi. Opieka nad osobą niepełnosprawną, chorą to ciężka praca dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Na szczęście coraz częściej można skorzystać z pomocy oddziałów opieki długoterminowej czy hospicjów, które powstają nawet w mniejszych miastach powiatowych. Tu też cały czas pokutują stereotypy i skojarzenia z zaniedbanymi salami, chamskim personelem. Warto jednak odwiedzić takie miejsca i przekonać się, że również tam zmieniło się wiele. Sale są ładne i dobrze wyposażone, personel uśmiechnięty i nie mówi do osób starszych per ty lub jak do dzieci.

Organizacji i miejsc przeznaczonych dla osób starszych i schorowanych wciąż potrzeba jeszcze więcej. Starzejące się społeczeństwo potrzebuje nie tylko instytucji, ale również zmiany sposobu myślenia i starości, seniorach, ich możliwościach, potrzebach.

Nikt nie zrobi tego bez naszego udziału, ani państwo, ani gminy ani organizacje pozarządowe i charytatywne. Są w stanie zaoferować i zrobić dużo. Nie zastąpią jednak żadnego dziecka odwiedzającego i rozmawiającego ze swoimi starymi rodzicami.  

JAKOŚĆ ŻYCIA>>>

NEWSLETTER Zapraszam!



This article was written by Przemysław Pufal.