Sezon na martwego snoba uważam za rozpoczęty

W Polsce zaczął się sezon na samolotowych samobójców. Oczywiście nie mam na myśli islamskich ekstremistów, lecz naszych całkowicie polskich bezmózgich gości, którzy na wiosnę wyciągają z garażu swoje samoloty i zaczynają masowo spadać z nieba wprost do naszych ogródków. To, że przez nich nie uda się grill to pół biedy, chociaż kiełbasek szkoda. Gorzej, gdy spadają nam na nasze ukochane teściowe. Ta, gdy przeżyje, twierdzi, że to nasza wina, bo przecież ona chciała siedzieć po prawej a nie po lewej od grilla i dlatego skrzydlaty idiota spadł właśnie na nią.

Kiedyś, a może nawet i dziś, istniała odrębna kategoria kierowców. Niedzielny kierowca wytaczał swojego trabanta z garażu i tamował ruch w promieniu 95 kilometrów od domu, jadąc z oszałamiającą prędkością 28 kilometrów na godzinę, doprowadzając do szewskiej pasji wszystkich innych kierowców. Teraz niedzielni piloci wytaczają swój samolot w cenie zmywarki do naczyń ze starej szklarni i udają mistrzów pilotażu. Część z nich przeszła dwugodzinne szkolenie i otrzymała papiery na pilotowanie maszyny, która ma mniej części niż najbardziej prymitywna kosiarka. I chcą latać.

Myślicie, że oni są najgorsi? Nie, jest jeszcze druga grupa. To  ci idioci, którzy wręczyli łapówkę i otrzymali dokładnie te same papiery pozwalające im wzbić się w niebo byle złomem. Oni wiedzą jak wejść do samolotu, ale nie znaleźli już czasu ani ochoty poprosić o pokazanie jak się z niego wychodzi.

Czy w tych polskich i czeskich szkołach dla orląt sprawdzają przed przyjęciem predyspozycje delikwenta do latania? Przecież trzeba jakieś posiadać, prawda? Więcej testów, niż kandydat na pilota, przechodzi dzieciak, które zapisujemy do przedszkola: na inteligencję jego i jego rodziców, DNA, sprawnościowe i oczywiście czy potrafi się sam obsłużyć. Czyli wytrzeć pupę – nie każde potrafi, a także włączyć i wyłączyć telewizor – to już potrafi każde dziecko i to zaraz po urodzeniu.

I wszyscy ci faceci spadają na nasze podwórka, w ten sposób wymigując się od wysiadania, bowiem najczęściej odpowiednie służby ich wynoszą. Jeśli jest co wynosić. Jak się domyślacie rzadko grilluję: każdy dźwięk rodzi we mnie lęk, że zbliża się kolejny snob w swoim samolocie, celując wprost w mój talerz, z którego nie zdążyłem jeszcze sięgnąć nawet malutkiego kęsa! Czasami okazuje się, że zamiast snoba i jego maszyny, to jakaś osa albo inna pszczoła wydaje takie dźwięki, ale stres jest!

Z tego co pamiętam, to pionierzy lotnictwa spadali albo na łąkę albo walili wprost do oceanu. Przypominacie sobie przecież zdjęcie braci Wright, gdy w 1903 roku próbowali przelecieć nad jakimś nieużytkiem swoim kukuruźnikiem. Przelecieli, choć może to za dużo powiedziane, jakieś 36 metrów. I nikomu nie połamali kości. Nawet sobie.

Byli też inni. Nie ma potrzeby przypominania sobie aż odległych w czasie wydarzeń. Nawet my mieliśmy swoich wspaniałych lotników a i teraz od czasu do czasu nasi wygrywają zawody w celnym lądowaniu na obrusie piknikowym wielkości pudełka od zapałek. Aby osiągać takie wyniki trzeba jednak posiadać talent, smykałkę i mózg. Nie wystarczy kupić sobie samolot!

Jak to się dzieje, że większość z nas myśli, że nadaje się do wszystkiego? Gdyby tak było, to ja już miałbym za sobą karierę piłkarską, a przed sobą karierę aktorską emerytowanego piłkarza! Ale tak nie jest i nie będzie! Siada sobie taki bardzo świeży milioner, przegląda pismo dla miliarderów i na widok zdjęcia faceta przy samolocie błyska mu w kurzym móżdżku myśl: „Skoro on ma, to ja też muszę mieć! Taki samolot kosztuje tyle, co nasza nowa zmywarka, więc stara nie będzie za dużo krzyczeć.” I kupuje, nie doczytując wcześniej, że tamten ze zdjęcia ma samolot, owszem, ale z własnym profesjonalnym pilotem.

A nasz bohater wsiada i wali w naszą ledwie co położoną na ruszt karkówkę! Przecież nie każdy może być kierowcą Formuły 1, bo inaczej każdy z nich miałby wypadek zaraz na pierwszym zakręcie od startu rozwalając swój bolid w proch, a pojazdy kolegów kierowców skazując na wieczny pobyt w pis-topie. Chyba się jednak mylę, ponieważ nasz jedynak w Formule właśnie tak robi. Odnoszę wrażenie, że nawet gdyby powoził wozem drabiniastym, okazałoby się, że koń pod jego ręką oszalał i skoczył w przepaść!

Skoro każdemu bez wyjątku, kogo stać na zakup samolotu, dają patent lotnika, zapożyczę się u miejscowej mafii, kupię sobie odpowiednie papiery i małym zgrabnym samolotem wbiję się widowiskowym korkociągiem w Urząd Lotnictwa Cywilnego. I może wtedy sprawa zostanie uregulowana.

Chyba, że w czasie lotu zwymiotuję, ponieważ jestem wrażliwy na huśtanie. Pomijając fakt, że nie rozumiem ekscytacji ludzi przebywających w powietrzu wyżej niż 15 centymetrów ponad chodnikami, to jednak nie można zamknąć przestrzeni powietrznej nad nami, bo nie żyjemy już w PRL-u. Nawet jeśli do samolotu wsiada idiota, który sądzi, że pilotowanie jest tak łatwe jak zdobycie harcerskiej sprawności za szybkie opróżnianie wychodka na obozie w lesie pod Warszawą.

I dopóki oni spadają, to każcie siadać swoim teściowym po lewej stronie grilla. Przynajmniej będzie z tego jakaś korzyść.

 

This article was written by Przemysław Pufal.