Skarżenie się na współmałżonka

Jeżeli małżeństwo jest szkołą życia, to uczniem w tej szkole jest najczęściej mąż.

Józef Bułatowicz

Cytat ten można odwrócić i powiedzieć, że to kobiety są tymi uczennicami najczęściej. Wszystko zależy od tego, kto to wypowiada.

<<<ZOBACZ MOJE SZKOLENIE 

Wielu z nas ma w sobie taki pęd, czasami bezmyślny, czasami robimy to świadomie, aby skarżyć się na tak zwanego współmałżonka (niezależnie od jego płci). Skarżą się na żonę czy męża każdemu, kto tylko chce słuchać. Są w stanie opowiedzieć wiele, również sprawy, których nie powinni ujawniać, żeby tylko udowodnić, jak to mają ciężko w życiu, bo ona czy on to taki owaki, głupi, nieporadny, rozrzutna, ogląda się za każdą kobietą itd., itp.

Słuchający ma prawo czuć się zażenowany, słuchając takiego skarżenia się, bo tak naprawdę to co go to obchodzi? A niektórych jednak obchodzi! A później wydaje im się, że mogą się wtrącać w związek, „no bo skoro ona czy on się skarżył, to chyba chciał pomocy, prawda?” Myśli sobie jedna teściowa z drugą i mają alibi na swoje wtrącanie się w małżeństwo córki czy syna. No cóż.

Rozumiem sytuację, gdy ktoś faktycznie ma jakiś problem w związku i szuka pomocy, porady, może tylko chce, żeby ktoś wysłuchał i pocieszył. Nie rozumiem skarżenia się dla samego narzekania. Tym bardziej, że gdy wsłuchać się w te skargi, to najczęściej jest tak, że są to jakieś drobne sprawy, czasami nawet nie zasługujące na rozprawianie o nich z kimś z rodziny czy znajomymi.

Masz problem? Porozmawiaj o nim najpierw z żoną, mężem. Wiele osób nie robi tego, tylko od razu biegnie do sąsiadki czy kumpla. Jest więc to rzeczywisty problem do rozwiązania czy chęć popaplania sobie albo dopieczenia współmałżonkowi?

Nie zapominajmy również o osobie, której rzecz dotyczy. Wszelkie przykre słowa, które o niej wypowiemy, prędzej czy później dotrą do niej. A jeśli nigdy wcześniej nie usłyszała tego z Twoich ust, najzwyczajniej w świecie ma prawo być rozczarowana Twoim postępowaniem. To może stworzyć barierę między Wami i zniszczyć zaufanie. A ono, jak wiadomo, jest jedną z podstaw każdego związku.

I żeby było jasne. Nie jestem zwolennikiem trzymania wszystkiego, co wydarza się w małżeństwie, w tajemnicy. Namawiam jednak do tego, aby najpierw o problemach, prawdziwych, nie wydumanych, rozmawiać z żoną czy mężem, spróbować je wspólnie rozwiązać, a dopiero w razie gdyby się to nie udało, zwrócić się do kogoś, kto może pomóc, a nie do kogokolwiek, bo akurat był pod ręką.

Dbajcie o swoje związki!

 

NEWSLETTER Zapraszam!



  • skarżenie się komukolwiek na swoją połówkę moim zdaniem jest totalnym nieporozumieniem, jeżeli ludzie się kochają to cały czas się komunikują, rozmawiają, skutecznie rozmawiają używają właściwego języka tak żeby ta miłość nie przestała płonąć 🙂

    • Przemysław Pufal

      Dokładnie! Najpierw komunikacja z partnerem, a ewentualnie, gdy zawiedzie zupełnie, można zwrócić się do kogoś o pomoc, a nie po prostu tylko się skarżyć.