Surowi rodzice

Obserwuję program „Surowi rodzice” od samego początku. Nie widziałem wszystkich odcinków każdej serii, ale obejrzałem ich sporo.

Pomimo tego, że z wykształcenia jestem pedagogiem, sądziłem, że oglądanie starszych, bardziej doświadczonych rodziców da mi nowe spojrzenie na kwestie wychowywania dzieci, że dowiem się czegoś, czego nie nauczyli mnie na studiach (a nie nauczycieli wielu rzeczy), że podpatrzę metody, które mi się przydadzą.

I przy pierwszych obejrzanych programach rzeczywiście tak było. A potem było coraz gorzej.

Oglądany teraz przeze mnie sezon i to co widzę w tych odcinkach, wręcz zmusił mnie do reakcji. Wydaje mi się, że założenia twórców programu, jeśli je dobrze odczytuję, niestety gdzieś zniknęły i liczy się tylko podnoszenie oglądalności przez pokazywanie młodych kretynów, którzy z winy własnej i swoich rodziców, nie są w stanie funkcjonować w żadnym środowisku zgodnie z żadnymi normami. I ten program nie jest w stanie im pomóc.

Z kolei surowi rodzice, czyli rodziny zgłaszające się do programu, liczą chyba tylko na darmową reklamę swoich ośrodków, gospodarstw agroturystycznych i innych biznesów. Wiadomo – telewizja, pokażą ich a ludzie odszukają i biznes będzie się kręcił.

Wydaje się, że innych chętnych po prostu już nie ma. Kwalifikujący do programu umieszczają u ludzi, którzy nie mają doświadczenia w wychowywaniu nastolatków, 16 i 17-latki, które nadają się do umieszczenia w młodzieżowych ośrodkach socjoterapii, młodzieżowych ośrodkach wychowawczych, a niektórzy w zakładach poprawczych, nie u ludzi, którzy mają wprawdzie swoje dzieci, ale zaledwie kilkuletnie.

A wtedy obserwujemy zawstydzające sceny z udziałem ludzi, którzy kompletnie nie radzą sobie z, na przykład, nastoletnim kretynem demolującym im dom.

Czemu to ma służyć? Programy kończą się tak, że na siłę doczepiane jest pozytywne podsumowanie, choć za cholerę nie wiem z czego mianowicie miałoby wynikać?!

Surowi rodzice popełniają mnóstwo błędów, przez kilka dni ci młodzi ludzie nie mają szans na dokonanie korekty swojego zachowania, tym bardziej, że wracają do swoich rodziców, którzy często nawet nie są świadomi jakie błędy wychowawcze popełniali, popełniają i będą popełniać.

Jaki jest w tej chwili sens tego programu, nie wiem. Widz nie ma możliwości nauczenia się czegokolwiek, tak samo zresztą jak uczestnicy.

A oglądanie dla poczucia żenady mnie nie bawi.  

NEWSLETTER Zapraszam!