Uzdrowię polski sport i Polaków. Dajcie mi tylko sposobność

stadionTak, jestem w stanie za jednym zamachem uzdrowić polski sport i samych Polaków i zaraz to udowodnię. Wszystkich, którzy na widok słowa „sport” mają mdłości, przepraszam. Ja też tak miewam.

Co kojarzy się ze sportem zawodowym? Oczywiście afery, doping, wielkie pieniądze, zblazowani sportowcy, kalectwo, sportowcy zabijające swoje narzeczone, sportowcy seksoholicy. A co kojarzy się z polski sportem tak zwanym zawodowym? Oczywiście afery, doping, nieudacznictwo, głupota sportowców, gra o wszystko, nie wiedzieć czemu duma narodowa, duże pieniądze, kalectwo, pijaństwo, zawodowi nieudolni działacze.

Z pewnością coś się komuś jeszcze kojarzy, ale próbuję opisać zjawisko polskiego sportu za pomocą wyrażeń uchodzących za dopuszczalne, choć równie dobrze można powiedzieć tylko „kurwa!” i machnąć z rezygnacją ręką.

A jednak nie można przejść obok tego obojętnie, ponieważ to coś pożera publiczne pieniądze. Czyli z podatków, które płaci większość, przepraszam, jakaś część Polaków. Nieważne jest czy ministrem sportu jest ministra czy czerwony pył z Marsa. Nieważne czy jest fachowcem, menedżerem czy wcześniej zajmował się uprawą bratków albo prowadził zakład kominiarski. I nie jest ważne, choć to najgorszy wariant, że wcześniej był sportowcem.

Bo polski sport to śmierdzące bagno i nierozwiązywalny węzeł gordyjski. Dlatego trzeba go przeciąć, czyli zlikwidować dofinansowanie do sportu zawodowego. Oznacza to również zlikwidowanie Ministerstwa Sportu i Turystyki. Jaki jest sens jego istnienia? Równie dobrze można powołać ministerstwa sztuki, robienia na drutach, seksu wyczynowego i rolnictwa. O przepraszam, ministerstwo rolnictwa już istnieje. Dlaczego każda inna sfera życia nie ma mieć własnego ministerstwa, ministra i sfory urzędników? Ale skoro nie istnieje ministerstwo głupich kroków, to Ministerstwo Sportu i Turystyki również nie jest potrzebne.

Tym bardziej, że moja koncepcja zakłada przeniesienie całości budżetu Ministerstwa Sportu do Ministerstw Edukacji. W ten sposób jakieś 300 milionów rocznie zostałoby przeznaczone tylko i wyłącznie na sport i wychowanie fizyczne dzieci i młodzieży.  

Ostatnie doniesienia mówią, że polskie dzieci i polska młodzież, tyje najszybciej w Europie i z tego powodu nie tylko państwo będzie ponosiło duże wydatki na leczenie, ale również będzie to pierwsze pokolenie, które będzie żyło krócej od swoich rodziców. Inna sprawa, że gdy urzędnik zwraca uwagę na grożącą zdrowiu i życiu otyłość dziecka, to rodzice do razy walą do mediów i skarżą się na opresyjność systemu. Jestem ciekaw komu będą się skarżyć, gdy ich dziecko w wieku 12 lat zejdzie na zawał?

Dzięki pieniądzom przeniesionym ze sportu, polskie dzieci będą zdrowsze, mądrzejesz i ładniejsze. Nikt nie będzie miał wymówek, że brak sprzętu i trenerów. Tak jakby pójście na spacer musiało odbywać się tylko po tartanie i obecności trenera. Za tak duże pieniądze będzie można wyposażyć wszystkie szkoły a przed każdym domem postawić odpowiednio powiększone karuzele dla chomików, w których każde dziecko będzie odzyskiwać formę i zdrowie.

A co ze sportem zawodowym? A nic! Jeśli ktokolwiek jeszcze będzie interesował się tym całym cyrkiem, to zapłaci za bilety na mecz, znajdą się sponsorzy i pieniądze będą. Może mniejsze, ale nikt się tym nie zmartwi.

Bo czy ktoś jeszcze ma ochotę na dopłacanie z publicznych środków do bójek kibiców piłkarskich? Do zawodów najaranych? Do mistrzostw pół-ludzi pół-tablic Mendelejewa? Do olimpiad mutantów żyjących i funkcjonujących  dzięki nowoczesnej technologii i lekarzom – dilerom? Naprawdę ktoś chce dawać na to pieniądze?!

Uczciwiej będzie zabrać im publiczne środki. Pieniądze na tak zwany sport niech zbierają sami od sponsorów. Kto będzie miał ich więcej, a tym samym stać go będzie na większy, legalny już doping, będzie wygrywał. I wcześniej umierał. Ale przy okazji umrze również hipokryzja.

Poza tym dotychczasowe finansowanie sportu nie daje żadnych rezultatów. Co jakiś czas mówi się, że jesteśmy albo już już za chwileczkę, już za momencik będziemy potęgą a to tenisową, a to koszykarską a to inną golfową. Nie wspominając jak traktujemy piłkę nożną! Może mi ktoś wytłumaczy jak to jest możliwe, że jesteśmy jedynym społeczeństwem, w którym statystka nie działa! Gdyby działała, to na przykład w tę nieszczęsną piłkę nożną nasza drużyna narodowe grałaby dużej lepiej, na co wskazuje istnienie 38 milionów ludzi. Statystycznie rzecz biorąc wśród takiej masy ludzi w innych krajach żyją zdolni piłkarze, a u nas drogowe pachołki.

A jeśli statystyka działa, to znaczy, że nie działają przeznaczane na nasz zawodowy sport pieniądze. I w ten sposób wracamy do mojej koncepcji, dzięki której wszyscy będą szczęśliwi, a świat będzie piękniejszy.

Moja pomysł jest prosty do zrealizowania, nie wymaga od urzędników dużej pracy. Wystarczy zlikwidować jedno ministerstwo, pieniądze przelać do innego i za kila lat będziemy cieszyć się i ze zdrowia i z sukcesów.

W związku z powyższym, dla dobra nas wszystkich, proszę o zorganizowanie akcji obywatelskiej i przesłanie tego tekstu w jak największej ilości do premiera. Nie ma innego wyjścia, dno w sporcie już osiągnęliśmy.

 PS. Ponieważ moja bezczelność nie zna granic, wysłałem link do felietonu do Ministerstwa Sportu i Turystyki:)

I otrzymałem taką oto odpowiedź:

„Szanowny Panie,

dziękujemy bardzo za nadesłane uwagi. Każdy głos w sprawie urozmaicenia i uatrakcyjnienia wychowania fizycznego zostanie wzięty pod uwagę przy tworzeniu ostatecznej wersji programu.

Z wyrazami szacunku 

Sławomir Krasucki 

Wydział Komunikacji i Promocji

Biuro Ministra

Ministerstwo Sportu i Turystyki”

Okazuje się, że urzędnicy albo całkowicie poważnie odczytali mój felieton, czyli uznali mnie za idiotę, albo zachowując ministerialną etykietę odpisali jak każdemu kto zawraca im gitarę swoimi pomysłami z księżyca. Tak czy inaczej za odpowiedź dziękuję.

A może chociaż się pośmiali?