trzy po trzy

Wojsko, wojsko maszeruje wojsko. Albo i nie

Czasami lepiej nie słyszeć rozmów prowadzonych przez telefony. A jednak bardzo często nie da się ich nie słyszeć.

Od czasu do czasu dochodzą takie informacje, że nasza armia to właściwie… no cóż… nadal burdel i pic na wodę fotomontaż. Człowiek w to nie wierzy, bo w końcu od żołnierzy zależy nasze bezpieczeństwo i może lepiej nie przyjmować do wiadomości złych informacji.

Niestety nie chcąc, ale musząc, wysłuchałem rozmowy wojskowego. Dowiedziałem się z niej między innymi, że pewna jednostka (z wiadomych względów na nie podam nazwy miejscowości) nie ma namiotów, ale są jej potrzebne, bo będą mieli wizytę ważnych gości. W związku z czym pożyczą te namioty od innej jednostki. A to pożyczanie trwa już drugi tydzień, bo potrzebne są rozkazy, pisma, delegacje i właściwie to nie wiadomo kto ma to wszystko zrobić. Tak się zastanawiam co żołnierze z tej jednostki bez namiotów zrobią w razie wybuchu wojny. Prawdopodobnie poszukają miejsc w hotelach. Powinni zacząć je rezerwować już teraz, będą mieli taniej.

Z dalszej części rozmowy dowiedziałem się, że inna jednostka została właściwie bez opieki, bo wszyscy „cośmogący” pojechali na weekend do domów. Czyli mamy wojsko czynne od poniedziałku do piątku przed południem. Chyba że w poniedziałki, jak w muzeach i teatrach, też  nieczynne. Trzeba o tym powiadomić naszych wrogów, żeby się nie męczyli napadaniem nas w nieodpowiednie dni.

Do wojskowego zadzwonił kolejny kolega z pracy i zameldował, że jakiś pojazd nie ma aktualnego przeglądu i nie wiadomo czy nadaje się do użytku, bo jeden z pracujących w jednostce żołnierzy boi się wysłać pismo z prośbą o pieniądze na przegląd! W razie wojny nasza armia znowu, jak w trzydziestym dziewiątym, będzie rekwirować prywatne pojazdy, bo będzie pewność, że są na chodzie.

Z innej rozmowy współpasażera (z kolejnym wojskowym) dowiedziałem się, że jakieś tam części od jakiegoś tam rodzaju broni (padła nazwa, ale nie znam się) są w magazynie, ale tylko jeden człowiek wie, gdzie dokładnie. Ale nie musimy się bać, obywatele, bo sporo części mój współpasażer ma „skitranych” i w razie gdyby tamte jednak się nie znalazły, to on uratuje tymi swoimi schowanymi.  Nie wiem tylko czy uratuje tyłki kolegom czy też całemu narodowi.

Dobrze, że podróż nie trwała dłużej i nie usłyszałem innych rewelacji na temat stanu polskiej armii. A to przecież tylko niektóre wieści z jednej jednostki! Gdybym dowiedział się więcej, na pewno w panice porwałbym autobus i kazał kierowcy jechać w stronę granicy.

About Przemysław Pufal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *