Wybory Polaków złodziejskich złodziei złodziejujących

Moja mama słyszała taką oto rozmowę:

„- Na Iksa nie głosuję, bo on już się dosyć nakradł! Tyle lat rządził, więc mu starczy!

– A ja nie zagłosuję na tego młodego Igreka, bo on jeszcze nigdzie nie rządził, więc będzie chciał kraść!

– Ja zagłosuję na tego trzeciego, Zeta, bo on wprawdzie już tam gdzieś rządził, ale nie za długo, więc już się nakradł, może nie będzie chciał więcej.”

Rozmowa odbywała się w miejscu publicznym, bez ściszania głosów, z wymienianiem nazwisk poszczególnych kandydatów w wyborach samorządowych.

Gdy człowiek słyszy coś takiego, to się zastanawia, gdzie my żyjemy? Okazuje się, że można o każdym powiedzieć wszystko, niezależnie od tego, czy jest to prawdą czy nie.

Na dodatek od swojego paranoicznego myślenia Polacy uzależniają swoje wybory. W tym przypadku polityczne, ale również wszelkie inne.

Jasne, zdaję sobie sprawę, że niektórzy kandydują po to, by się nachapać. Oczywiście zdaję sobie też sprawę, że wśród polityków wszystkich szczebli znajdziemy złodziei i przyjmujących łapówki.

Problem w tym, że gdy mówimy tak o wszystkich, to już nie jest kwestia posiadanej wiedzy, tylko choroby. Idąc tym tokiem rozumowania – wszyscy politycy to złodzieje – trzeba by stwierdzić, że ponieważ politycy to przecież jest część nas, społeczeństwa, to reszta pewnie również kradnie. Czyli wszyscy Polacy to złodzieje.

Być może zacytowani wyżej ludzie, mówią jednak z własnego doświadczenia? To takie pseudopsychologiczne uproszczenie, że każdy ocenia innych podług siebie, ale może jednak coś w tym jest?

Wolę takie wyjaśnienie, niż przyjęcie tezy, że wszyscy kradną. Nawet jeśli są politykami.

 

NEWSLETTER Zapraszam!