Zrekonstruujmy co się da

Może tylko oprócz zła

Grup rekonstrukcyjne opanowały kraj jak długi i szeroki. I rekonstruują najmniejsze nawet potyczki wojenne i powstańcze, choćby brało w nich udział dwóch żołnierzy, którzy po pijaku spotkali się gdzieś w krzakach i nie mieli wyjścia, jak strzelić do wroga.

Dochodzi do absurdów, gdy próbuje się przedstawić a to jakąś rzeź, a to bitwę w taki sposób, w jaki nigdy nie miała miejsca. Mam nadzieję, że poziom wiedzy historycznej osób biorących udział w tych przebierankach jest wyższy niż widzów, bo ten jest katastrofalny. Spotkałem nawet takich, którzy nie wiedzieli nic o przedstawianej bitwie, ale oglądali, bo „fajnie się tam piorą”. Wygląda na to, że nie zawsze rekonstrukcja idzie w parze z edukacją historyczną, a wydawało mi się, że głównie o to chodzi.

Grupy rekonstrukcyjne przebierają się za rycerzy, powstańców, żołnierzy każdej możliwej wojny. W wielu przypadkach jest to mocno uciążliwe, ale słyszałem, że doznania seksualne są silniejsze, gdy człowiek jest podduszany. I może o to chodzi przebranym za rycerzy uczestnikom rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem, gdy godzinami stoją w lipcowym słońcu zakuci w swoje zbroje.

Niewątpliwie mam problem z oceną tego typu widowisk. Wiele lat miałem kontakt ze studentami historii a potem nauczycielami historii. I obawiam się, że część osób z grup rekonstrukcyjnych cierpi na to samo, co część historyków. Rozumiem, że i mały i duży chłopiec może fascynować się wojną, uzbrojeniem, sam oglądam widowiska rekonstrukcyjne, uczęszczam do muzeów pooglądać między innymi sprzęt wojskowy.

Jednak jak daleko można się posunąć w tej fascynacji, było nie było, narzędziami zła? Zawsze mam dylemat moralny, czy to moje zainteresowanie nie idzie za daleko. Bo że niektórzy mają z tym problem, to rzecz oczywista. Podziwiają uzbrojenie, skuteczność oddziałów SS, ich mundury. Przebierają się w nie i co chcą poczuć? Twierdzą, że ktoś musi grać wojska nieprzyjacielskie. Owszem, ale wiem, że część z tych facetów głównie, ale również i kobiet coraz częściej, czuje coś więcej, niż tylko podziw dla wojsk hitlerowskich. Ba, niektórzy twierdzą, że są patriotami, ale jak oni godzą patriotyzm z podziwem dla wojska, które mordowało Polaków, nie potrafią wytłumaczyć.

Gdzie jest więc ta granica między zabawą a niezdrową fascynacją wojną, zabijaniem, śmiercią, złem? Moim zdaniem część osób już dawno ją przekroczyła i pod płaszczykiem edukacji i zabawy przeciąga na swoją stronę i stronę moralnego relatywizmu coraz to nowe pokolenia. 

NEWSLETTER Zapraszam!



This article was written by Przemysław Pufal.