Żeby umarło przede mną Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci Jacek Hołub

Jacek Hołub przeprowadził rozmowy z matkami niepełnosprawnych dzieci. I chociaż było ich tylko pięć, to właściwie poruszono wszystkie problemy, z jakimi borykają się wszyscy rodzice znacznie niepełnosprawnych dzieci.

Przez kilka lat miałem (i mam nadal) styczność z rodzicami i ich niepełnosprawnymi dziećmi (i niepełnosprawnymi dorosłymi również). I pomimo tego, że nie z każdym byłem w kontakcie codziennie, to nawet w czasie spotkań od czasu do czasu, widziałem wszystko, o czym Jackowi Hołubowi opowiedziały jego rozmówczynie.

Osoby niemające kontaktu z osobami znacznie niepełnosprawnymi, czy to fizycznie, czy to psychicznie, a przecież nierzadko i tak, i tak, nie do końca wiedzą, jak wygląda życie osób niepełnosprawnych i ich bliskich.

Narodziny niepełnosprawnego dziecka to zawsze jest szok. Wpływa to na wszystkie sfery życia: związek, rodzinę, sytuację materialną i społeczną, wszelkie relacje, kondycję psychiczną i fizyczną, zdrowie. Niestety, bardzo często ojcowie uciekają i zostawiają swoje żony i partnerki samotne w obliczu mnóstwa problemów.

W przypadku dzieci całkowicie niesamodzielnych rodzice są tylko dodatkiem do nich, rezygnują ze swojego życia i poświęcają je swoim dzieciom. A mimo to spotykają ich brak zrozumienia, krzywdzące oceny, a nawet hejt. A gdy domagają się pomocy, jeśli w ogóle to robią, to słyszą, że są roszczeniowi i bezczelni.

Rodziców dzieci niepełnosprawnych trapi lęk, co będzie z dziećmi po ich śmierci. Kto się będzie nimi opiekował? Czy trafią do dobrego domu pomocy społecznej? Czy nikt ich nie skrzywdzi? Dlatego podejmują inicjatywy budowy domów, w których ich dzieci bezpiecznie spędzą swoje życie.

Niektóre dzieci chorują na choroby śmiertelne, umierają na oczach swoich rodziców. Zawsze zastanawiałem się, skąd ci rodzice biorą siłę, gdy znajdują się w takiej sytuacji. A czasami odchodzenie trwa latami.

Opiekunowie osób niepełnosprawnych zrobią dla nich wszystko, co leży w ich mocy. Będą szukać leków i terapii pomimo diagnoz mówiących o tym, że nic nie da się zrobić. Podobno nadzieja umiera ostatnia.

Opiekunowie osób niepełnosprawnych kładą się spać zmęczeni i wstają zmęczeni. Nie mają czasu, żeby zająć się sobą, pozostałymi dziećmi, zająć się ich zdrowiem i własnym.

Część dzieci nie jest w stanie komunikować się, nie mówią, nie sygnalizują swoich potrzeb, nigdy nie powiedzą „mama” i „tata”. Nawiązanie więzi jest dużo trudniejsze niż ze zdrowym dzieckiem. Więzi są słabsze pomiędzy wszystkimi członkami rodziny, ponieważ na ich pogłębianie brakuje czasu i sił.

Po urodzeniu się niepełnosprawnego dziecka lub zachorowaniu osoby dorosłej, znajomi rodziny się wykruszają. Część nie wie, jak się zachowywać, inni nie chcą stykać się z chorobami, a następnie ze śmiercią. A i tak opiekunowie nie mogą przyjaciołom i znajomym poświęcić tyle czasu, ile by chcieli. Podobnie zresztą jak na hobby, rozrywki i różne przyjemności.

Choroby wynikające z ciężkiej fizycznej pracy, a taką jest opieka nad osobą leżącą, na przykład kręgosłupa, a także problemy psychiczne i depresje, to również częsty problem opiekunów osób niepełnosprawnych.

Wiele zmieniło się na lepsze, ale wciąż osoby niepełnosprawne i ich rodziny otrzymują zbyt małą pomoc, albo źle ukierunkowaną. A wystarczy ich zapytać, czego potrzebują, w jakiej formie. Nawet gdy sami to mówią, to ustawodawcy udają, że nie słyszą. Do złych przepisów dochodzi niewydolność służby zdrowia, lekarze i urzędnicy bez empatii.

Rozejrzyjcie się w swoim środowisku, w nim również znajdziecie osoby, które do śmierci będą potrzebowały pomocy we wszystkim. Opiekunowie tych chorych również jej potrzebują. Wsłuchajcie się w to, co mają do powiedzenia. Możecie zacząć od książki „Żeby umarło przede mną Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci” Jacka Hołuba. Na pewno przestanie Was szokować tytuł tej książki.

 

Książka “Żeby umarło przede mną Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci” Jacek Hołub >>>

Digiseksualność

Digiseksualność to uczuciowy i erotycznych pociąg do maszyn, robotów, cyfrowych produktów zastępujących ludzi.

Ludzie wymyślili już mnóstwo gadżetów seksualnych, które służą do wzajemnej stymulacji partnerów, ale istnieją także takie, które umożliwiają nie tylko wywoływanie podniecenia w pojedynkę, ale również odbycie zbliżenia bez fizycznej obecności drugiej osoby. Choć nazywanie tego zbliżeniem nie jest w takim przypadku najtrafniejsze.

Technika i nauka śmiało wkroczyły również w sferę seksualności, a biznes wyczuł tu pieniądze, więc nie należy się dziwić, że pojawiają się coraz do doskonalsze seksualne wynalazki. Czy będzie to wirtualna rzeczywistość, czy odbywanie stosunku z bohaterami gier, to, tak czy inaczej, korzysta na tym przemysł pornograficzny.

Również roboty seksualne są coraz doskonalsze. Cyborgi są coraz doskonalszą imitacją ludzi, zarówno jeśli chodzi o wygląd, mimikę, dotyk, jak i doznania seksualne, ponieważ uczymy je okazywania uczuć i emocji, a nawet symulowania przyjemności seksualnej.

Powstał już nawet dom publiczny, w którym prostytutkami są roboty. A pewien Japończyk wziął ślub z z hologramem Hatsune, dającą koncerty cyfrową dziewczyną, bardzo popularną w Japonii.

Digiseksualność to jednak nie tylko ciekawostka czy część przemysłu pornograficznego. Związek człowieka z robotem czy hologramem z pewnością jest łatwiejszy, niż z innym człowiekiem. Nie występują tu elementy zdobywania, rywalizacji, a także brak jest wymagań ze strony cyfrowego partnera. Nie ma poczucia wstydu, odrzucenia i spadku poczucia własnej wartości. Brak konieczności starania się o związek i partnera. Robot akceptuje człowieka niezależnie od tego, jaki jest czy co robi. Robot zawsze jest taki, jakiego stworzy go człowiek.  

Z jednej strony digiseksualność to ułatwienie dla osób szukających szybkiego i niezobowiązującego seksu. I ułatwienie życia tym, którzy mają problemy z seksualnością i fizycznym kontaktem z innymi ludźmi. Wiążę się jednak z tym zjawiskiem niebezpieczeństwo zwiększania się liczby osób, które przed problemami z ludźmi będą uciekać w taką formę seksu i namiastkę relacji z ludźmi.

Zjawisko to będzie coraz szersze, więc już teraz trzeba zacząć o tym rozmawiać i edukować. Psychologowie, psychiatrzy, seksuolodzy powinni zająć się zjawiskiem, proponować rozwiązania i pomoc dla osób digiseksualnych, aby potrafiły nawiązywać i podtrzymywać relacje, również seksualne, z żywymi ludźmi, a nie z maszynami.

Pobierając się, mężczyzna i kobieta stają się jednym

„Pobierając się, mężczyzna i kobieta stają się tylko jednym; główna trudność to ustalić którym.” Henry Louis Mencken

Wiele, w kontekście małżeństwa, mówi się o tym, że kobieta i mężczyzna stają się jednym, jednością, pewną całością. Jak to rozumieć? Wiele osób  twierdzi, że chodzi o to, że oboje tracą swoje tożsamości, swoje indywidualności, stapiają się w jeden organizm myślący to samo, czujący to samo, działający tak samo.

Coś tu nie gra. Gdyby tak miało być, to oboje musieliby czytać sobie wzajemnie we własnych myślach. Owszem, po wielu latach życia razem, oboje mogą przewidywać część reakcji, zachowań, toku myślenia drugiej strony. Gdy się codziennie z kimś przebywa przez kilkadziesiąt lat można nauczyć się „czytania” drugiej osoby. Co więcej, można się rzeczywiście upodobnić do żony czy męża w swoich zachowaniach, reakcjach, myśleniu na różne tematy. Zachodzi więc faktycznie coś na kształt jedności. Oczywiście tylko do pewnego stopnia, ale jednak mamy z tym do czynienia. Tym większa jest na to szansa, gdy żyją wspólnie osoby, które już na początkowym etapie były do siebie podobne, a to jest jednym z czynników sprzyjających trwałości związku. Zwolennicy stawania się jednością w małżeństwie mają więc argumenty na poparcie swojej tezy.

Henry Louis Mencken zdaje się jednak w przytoczonym cytacie myślał nie tyle o tej jedności, co o walce o dominację. Sugeruje, że kobieta i mężczyzna walczą o to, które z nich narzuci swoją wersję jedności. Uważa więc, że nie dochodzi do wzajemnego upodobniania się dwojga ludzi, tylko do sporów o to, które z nich zdominuje drugie i narzuci swój styl życia, myślenia, zachowywania się. To oczywiście jest efektowne zdanie, ale być może było użyte jako żartobliwe.

Gdybyśmy przyjęli je całkowicie dosłownie i poważnie, to okazałoby się, że małżeństwo to ciągłe spory, kłótnie, walki o to, czyja wizja wygra, kto kim będzie rządził, kto będzie pociągał za sznurki. Dość pesymistyczne podejście do instytucji małżeństwa. A może realistyczne? Może tak nie tyle musi być, co w praktyce tak po prostu jest?

A kiedy będzie taki ci ci ci maluszek?

Każdy zna z autopsji lub przynajmniej z opowiadań rodziny czy znajomych taką scenkę. Siedzi rodzina przy stole, jakieś urodziny albo święta. Zawsze znajdzie się jakiś teść, który zapyta:

To kiedy w końcu będę dziadkiem?

albo jakaś ciocia, która przy wszystkich pyta:

Moglibyście w końcu się postarać o dzidziusia!

i kuzyn:

Mogę pokazać jak to się robi!

W tym momencie wszyscy porzucają golonki czy tam inne sushi i zwracają głowy ku parze, do której było skierowane pytanie.

I tu albo następuje tłumaczenie się, że jeszcze nie, podawanie powodów, albo uspokajanie rodziny, że tak, że już niedługo. Czasami również ktoś wychodzi zdenerwowany albo płacząc. Inni wdają się w ciężkie dyskusje, pyskówki, spotkanie kończy się awanturą.

Podobne pytania padają ze strony znajomych. Każdy jest  ciekaw, dlaczego jeszcze nie mają dziecka. Wszyscy zastanawiają się nad przyczynami. Niektórzy wręcz startują z dobrymi radami typu co zrobić, żeby zajść w ciążę.

Nie odbieram prawa do zadawania takich pytań. A jednak muszę jednocześnie zaprotestować przeciw takiemu nachalnemu wypytywaniu, namawianiu do zajścia w ciążę, czy wręcz próbom wymuszania tego na swoich dzieciach, krewnych czy znajomych.

Co czwarta para w Polsce ma problemy z zajściem w ciążę.

Oznacza to, że pytania o ciążę całkiem prawdopodobnie trafią do pary, która ma problemy z zajściem w nią. To nie tylko będzie dla niej bardzo przykre, ale również tworzy atmosferę oczekiwania, nacisku. A to z pewnością nie będzie sprzyjało zajściu w ciążę. Wiele par unika kontaktu z takimi wtrącającymi się osobami. Dla świętego spokoju i zachowania prywatności ograniczają swoje relacje, nawet z krewnymi.

W Polsce zadawania pytań o ciążę i posiadanie dziecka to już tradycja. Wiele osób wciąż jest zszokowanych, gdy się im powie, że przecież są ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci. Dla wielu osób jest to jak wypowiedzenie bluźnierstwa. „Jak to nie chcą mieć dzieci?! To po co istnieją na tym świecie! Tak moje dzieci nie mogą myśleć!” I tym podobnie. Przymus posiadania dzieci widać nie tylko na poziomie rodziny, znajomych, ale również instytucji i państwa.

Niezależnie od tego, czy z kimś jest się spokrewnionym, czy się go zna dobrze, czy tylko trochę, powinniśmy unikać zadawania pytań o zajście w ciążę, posiadanie dzieci. Nie tylko są ona wkraczaniem w prywatne, wręcz intymne sfery, ale również mogą wywołać złe emocje, frustrować, sprawiać niemałą przykrość. Przecież, jeśli ktoś będzie chciał, to sam zacznie rozmowę na ten temat. Uszanujmy cierpienia wielu par, które nie mogą mieć dzieci.

Czy przeciwieństwa się przyciągają

Dawniej odpowiedzi na pytanie „czy przeciwieństwa się przyciągają” szukano w poradnikach gazetowych i książkach, a teraz w internecie. I dlatego jesteś na tej stronie 🙂

Tak, przeciwieństwa się przyciągają. Czy będzie to chęć poznania czegoś nowego, życia innego, niż moje, czy ciekawość poznania osoby, która w moim przekonaniu swoją osobowością i cechami charakteru będzie mnie jakoś uzupełniała, przeciwieństwa spotkają się i… Niestety, zła wiadomość jest taka, że przeciwieństwa się przyciągają, ale tworzą gorsze związki, niż osoby, które są do siebie podobne pod względem osobowości, charakteru, światopoglądu, wyznawanych wartości, nawyków.

Osoby znacznie się różniące w tych sferach podanych wyżej mogą oczywiście tworzyć związki, nikt im przecież nie zabrania. Co więcej, może się zdarzyć, że takie związki będą udane i długotrwałe. Problem więc nie w tym, że nie można stworzyć związku ze swoim przeciwieństwem, a w tym, że taki związek jest dużo trudniejszy, niż związek dwóch osób do siebie podobnych. Trzeba w niego włożyć dużo pracy. W dzisiejszych czasach, gdy powodem rozwodu jest pierwsza kłótnia na przykład o niezamknięte okno, nie wydaje się, aby związki przeciwieństw miały szansę długo potrwać. W czasach, w których ceni się siebie, swoją indywidualność, dopieszcza się siebie na wszelkie możliwe sposoby, nie widać przyszłości dla związków, w których trzeba chodzić na kompromisy i zajmować się nie tylko sobą.

Tak, mądrzejsze będzie szukanie miłości wśród osób, które są do Ciebie podobne. Oczywiście również łatwiejsze, ale przecież zwracam się do osób zdrowych, a nie masochistów, którzy związek uznają za udany, gdy dochodzi do ciągłych spięć, walk, płaczu, przemocy.

Jednak żeby znaleźć osobę podobną do siebie, trzeba… znać siebie samego! Słaby wgląd w siebie, we własne potrzeby, marzenia, przyzwyczajenia, osobowość, charakter, wyznawane wartości oznacza problemy nie tylko ze sobą, ale również w związku. Trzeba zadać sobie, może na początku śmiesznie brzmiące, ale ważne pytania: kim jestem? jaki jestem? czego chcę? co mi się podoba? co jest dla mnie najważniejsze?

Gdy już będziesz to wiedzieć, Twoje poszukiwania miłości okażą się łatwiejsze. Będziesz wiedzieć, że z osobą cyniczną, oszukującą, notorycznie kłamiącą nie wytrzymasz, bo lubisz ludzi, szanujesz ich i nie lubisz kłamać. Albo wręcz przeciwnie 🙂 Podobne dylematy mają ludzie wierzący i niewierzący. Zdarzy się miłość, ale wiara i jej brak, nie będą łączyć, a dzielić. Nawet kompletnie inne gusty mogą negatywnie wpływać na relacje. Wystarczy tylko znaleźć parę z odmiennymi gustami i poobserwować jak walczą przy każdym remoncie mieszkania, w sklepach z ubraniami, wyborze filmu w kinie, kupnie samochodu. Nawet, gdy ktoś ustąpi, to później będzie się źle czuł w brzydkich jego zdaniem wnętrzach, wzdychał na ubrania noszone przez drugą połowę, spał w trakcie projekcji filmu. Związek jak ciągła walka? Można to sobie wyobrazić, można w takim związku być, ale na dłuższą metę nie da się tak żyć. Żyć tak i być szczęśliwym, zadowolonym i uśmiechniętym.

Tak więc nie tylko spryciarze unikają tworzenia związków ze swoimi przeciwieństwami. Jest to po prostu rozsądne postępowanie, nie mające nic wspólnego z wyrachowaniem. Pamiętać bowiem trzeba, że jedna osoba nieszczęśliwa w związku =  nieudany związek.