Czy nadopiekuńczość to wyraz rodzicielskiej miłości

Istnieją tacy rodzice, którzy za wszelka cenę chcą chronić swoje dzieci przed wszystkim. Przed upadaniem, gdy dzieci uczą się chodzić, przed rówieśnikami i dorosłymi, przed przykrymi słowami i silnymi emocjami, nawet tymi pozytywnymi! Znany już dowcip, gdy mama mówi do dziecka „Nie biegaj, bo się spocisz” wskazuje, że rodzice potrafią chronić dzieci również przed wysiłkiem fizycznym. A także oczywiście intelektualnym, więc odrabiają za nich lekcje, a najchętniej myśleliby za własne pociechy.

Lustrzanka cyfrowa - kurs obsługi

I wcale nie są to tak rzadkie przypadki, jak się wydaje. A na drugim biegunie są rodzice, którzy w ogóle nie troszczą się o swoje dzieci.

Gdzie więc jest złoty środek? Jaką regułę stosować, żeby nie skrzywdzić dzieci ani brakiem zainteresowania, ani nadmierną ochroną przed wszystkim?

Fizyczne i psychiczne zdrowie dziecka powinno być tą granicą, której nie wolno przekroczyć. Rodzic ma obowiązek ochronić dziecko przed wypadkami i, jeśli się da, chorobami, a także przed takimi wydarzeniami i relacjami z innymi, które mogą spowodować trwały uszczerbek na zdrowiu psychicznym czy też traumę.

Pamiętać należy również, że to przede wszystkim rodzice są od oceny, które z relacji nawiązywanych przez dziecko i które z wydarzeń, które je spotyka, są dla niego odpowiednie. Odpowiednie to takie, które nie przekraczają możliwości fizycznych i psychicznych dziecka, są odpowiednie do jego wieku i aktualnego etapu rozwoju. Dlatego trzeba znać własne dziecko! Wyzwania mu stawiane mają je rozwijać, a nie cofać lub zatrzymywać w rozwoju. Mówiąc wprost: nie traktujcie swoich dzieci jakby było głupsze i słabsze, niż są!

Część rodziców się oburzy, że to jakaś forma „zimnego chowu”, brak empatii i uczuć. Wystarczy jednak się zastanowić: życie żadnego człowieka nie składa się tylko z przyjemności, pozytywnych emocji i miłych ludzi. Pozwalając, aby dziecko stykało się z tym, co mało przyjemne, z niemiłymi ludźmi, z trudnymi sytuacjami, z wyzwaniami fizycznymi, to przygotowywanie go do dorosłości. To budowanie jego odporności psychicznej i fizycznej, które będzie procentować w przyszłości. Dziecku nie stanie się żadna krzywda, jeśli będzie ćwiczyć na wuefie, jeśli będzie narażone na krytykę ze strony swoich rówieśników, jeśli zetknie się z głupimi dorosłymi i będzie samodzielnie odrabiać zadania domowe.

Wydaje się to oczywiste, ale nie dla wszystkich rodziców. Kiedyś ich dzieci będą chciały odejść z domu i żyć jak dorośli, odnaleźć się w tym, co będzie ich otaczać i dawać sobie radę z różnymi wyzwaniami. Niektórzy rodzice niestety na to nie pozwalają. Nadopiekuńczość to nie jest jeszcze jeden pozytywny wyraz miłości do dziecka, ale przejaw miłości źle rozumianej.

Kurs Social Media dla biznesu

Skomentuj!

Dodaj komentarz

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: