Dla przyjemności i dla pieniędzy, czyli playlista #31

Primal Fear – ciężko, szybko i melodyjnie, czyli do tańca w sam raz!

Wolf Alice – angielska tradycja dobrego hałasowania

Rock Candy Funk Party –jazz-funk to nie jest muzyka, którą słyszy się w radiu. A naprawdę warto posłuchać!

Seal – śpiewał pop, teraz idzie w kierunku płyt lasvegasowych. Wiadomo – każdy chce zostać rezydentem w Las Vegas i zarobić kupę kasy…

William Patrick Corgan – to oczywiście Billy Corgan lider The Smashing Pumpkins. Niestety jego twórczość poza tym zespołem, choć nie jest zła, nie dorównuje jednak muzyce tej legendarnej grupy.

The Darkness – wysoki wokal, hałaśliwe gitary i jest zabawa!

Van Morrison – najpierw Them, potem kariera solowa. Umie zaśpiewać wszystko, charakterystyczny głos i styl. I dlatego jest legendą.

Primus – właściciel – Les Claypool, dlatego duża rolę odgrywa gitara basowa. Szkoda, że zamiast grać poważnie, a umie, to aż tyle się wygłupia.

Noel Gallagher’s High Flying Birds – bracia Gallagher po rozpadzie Oasis robią solo. Noela zawsze bardziej lubiłem. Okazało się, że to ten bardziej utalentowany.

Wham! – to były przeboje! I nadal są.

Omar Souleyman – facet z Syrii, muzyka różnych kręgów kulturowych i trochę disco.

The Horrors – pomimo nazwy to jest całkiem miła muzyka.

Paloma Faith – piosenkarka i aktorka zgrabnie łączy retro z nowoczesnością.

Peter Hammill – muzyk i poeta, płodny w zespole Van der Graaf Generator i solo również, i tak od kilkudziesięciu lat!

Renton – polskie chłopaki, miło grali, ale już chyba nie istnieją.

 

Skomentuj!

Leave a Reply

%d bloggers like this: