Panowie i jedna pani, czyli playlista #25

Trytony – yass, polska specjalność, nie zapominajcie o nim

The Shins – kolejny zespół istniejący już długo, którego warto słuchać, choć zbyt mało chyba ma słuchaczy

Steve Winwood – gra na wielu instrumentach, maczał palce w takich zespołach jak Spencer Davis Group, Traffic i Blind Faith, współpracował z wieloma gwiazdami, solo niestety nagrywa za mało

Steven Wilson – był zespół Porcupine Tree, jest Blackfield, ale solowa działalność jest dla niego najważniejsza

The Heliocentrics – warto wsłuchać się w tmuzykę tych Anglików, ponadgatunkową i świeżą

Carlos Santana – legenda gitary, hipis do dzisiaj

Warsaw Afrobeat Orchestra – granie muzyki z innej części świata, to zawsze ryzyko, ale im się udaje

The National – ciekawy głos i melodie, melancholia, czyli przepis na sukces

The Raveonettes – nazwa jak żeńska grupa wokalna z lat 60-tych. A to dwoje współczesnych Duńczyków

The War On Drugs – jeśli komuś brakuje ładnych piosenek w starym stylu, to musi posłuchać właśnie ich

The Waterboys –  Mike Scotta z kolegami od 1981 roku robi swoje. I robi to dobrze: urocze  gitarowe piosenki

Gonjasufi – Sumach Ecks robi w swoim życiu wiele, między innymi nagrywa odjechaną muzykę

David Gilmour – kiedyś Pink Floyd, od wielu lat solo, nagrywa rzadko, ale piękną muzykę, zawsze

Chelsea Wolfe – miła pani, która nie bierze jeńców

Bayonne –to właściwie tylko Amerykanin Roger Sellers. Za pomocą prostych środków tworzy ładne utwory

Skomentuj!

Dodaj komentarz

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: