Przypadkowo sami faceci, czyli playlista #29

Przypadkowo sami faceci, czyli playlista #29

Eagles Of Death Metal – Josh Homme (Queens of the Stone Age) i Jesse Hughes grają rock`n`rolla. Niestety ten drugi dość często gada straszne głupoty. Nie wiem czy jest taki po prostu, czy robi to  pod wpływem czegoś.

Harry Styles – w każdym boysbendzie jest taki jeden, co naprawdę coś umie. W One Direction to chyba jest ten.

Cat Stevens – teraz Yusuf Islam. Właściwie jeden duży przebój przed wieloma laty i tyle.

Broken Social Scene – kanadyjski kolektyw, z wieloma członkami grający wypadkową muzycznych fascynacji wszystkich muzyków. Takie porozumienie ponad podziałami.

Catfish and the Bottlemen– super mają wyspiarze: co krok, to fajny zespół.

John Moreland – tak, kolejny z tych gości z USA, którzy sami piszą, komponują i wykonują, ale co ja poradzę, że są świetni?

Kult – Kult to Kult. Ale starsze utwory lepsze.

Ghostpoet – Ależ on jest świetny!

Godspeed You! Black Emperor – trudno nazwać to, co grają, ale jak wpadają w psychodeliczne rejony to już w ogóle jest fajnie.

Chickenfoot – Supergrupa: wokalista Sammy Hagar ( Van Halen i Montrose), basista Michael Anthony (Van Halen), perkusista Chad Smith (Red Hot Chili Peppers) oraz gitarzysta Joe Satriani.

Gogol Bordello –  Eugene’a Hütz dowodzi tą szaloną ekipą emigrantów, która zrobiła międzynarodową karierę.

Everything Everything – nowocześnie, lekko, przebojowo.

Gary Numan– czyli Gary Anthony James Webb nagrywa do dziś. I kto wie czy nie ciekawszą muzykę, niż w latach, gdy był najbardziej popularny.

Gizmodrome – Stewart Copeland z The Police, Mark King z Level 42,  Adrian Belew ze wszystko. Jeszcze jakieś pytania?

Grizzly Bears – Lubię to. Czasami.

Skomentuj!

Dodaj komentarz

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: