Susan Sontag Cytaty o fotografii

Zbierać fotografie, to zbierać świat.

Fotografie są środkiem uczynienia „rzeczywistymi”( lub bardziej „rzeczywistymi”) tych spraw, które uprzywilejowani i po prostu bezpieczni widzowie mogliby woleć ignorować.

Zdjęcia okrucieństw mogą sprowokować skrajnie różne reakcje.

Litość i obrzydzenie wywoływane fotografiami nie powinny nas odwieść od pytania o to, jakich zdjęć, czyich okrucieństw i czyich śmierci się nie pokazuje.

W przeciwieństwie do tekstu pisanego, który w zależności od głębi myśli, odniesień i słownictwa dostosowany jest do węższego lub szerszego grona odbiorców, fotografia operuje tylko jednym językiem i teoretycznie skierowana jest do wszystkich.

Nieprzerwany potok obrazów (telewizja, streaming video, filmy) zalewa nasze otoczenie, ale to fotografia najmocniej wbija się w pamięć.

Pamięć działa na zasadzie stopklatki: jej podstawową jednostką jest pojedynczy obraz.

W epoce nadmiaru informacji fotografia sprawia, że można coś szybko ogarnąć i zapamiętać w skompresowanej postaci.

Fotografia jest jak cytat, jak maksyma albo przysłowie. Każdy z nas przechowuje w pamięci setki zdjęć, które dają się szybko przywołać.

Obraz jako szok i obraz jako banał to dwie strony tej samej rzeczywistości.

Zdjęcia są zarówno obiektywnym zapisem, jak i osobistym świadectwem, zarówno wierną kopią fragmentu rzeczywistości, jak i jej interpretacją.

Fotografia to jedyna z głównych gałęzi sztuki, w której wykształcenie zawodowe i lata doświadczeń nie dają automatycznie nieusuwalnej przewagi nad niewykształconymi i niedoświadczonymi.

W fotografii znaczną rolę odgrywa przypadek (albo łut szczęścia).

Niezależnie od tego, czy w fotografii widzimy wytwór sztuki naiwnej czy dzieło doświadczonego twórcy, jej znaczenie – i reakcja widza – zależy od tego, jak zostanie zrozumiana lub też niezrozumiana, to znaczy od słów. Myśl przewodnia, chwila, miejsce oraz wierna publiczność sprawiły, że wspomniana wystawa okazała się wyjątkowa.

Na ogół, pod warunkiem pewnego dystansu do tematu, to, co zdjęcie mówi, można odczytać na parę sposobów. Ostatecznie sami wczytujemy w nie to, co mówić powinno.

Intencje fotografa nie określają znaczenia fotografii, która będzie żyć własnym życiem, niesiona podmuchami kaprysów i lojalności przeróżnych wspólnot, które ją wykorzystają.

Obraz fotograficzny, nawet jeśli jest śladem (a nie konstrukcją złożoną z różnych śladów fotograficznych), nie może być po prostu przejrzystym odbiciem czegoś, co się wydarzyło. Zawsze jest obrazem przez kogoś wybranym. Robić zdjęcia to ujmować w ramy, a ujmować w ramy – to wykluczać.

Pojedyncze zdjęcia albo taśmy filmowe roszczą sobie pretensje do przedstawiania dokładnie tego, co się rozgrywało przed obiektywem. Fotografia nie ma przywoływać skojarzeń, lecz pokazywać. Dlatego zdjęcia, w przeciwieństwie do obrazów malarskich, mogą służyć jako dowód. Ale dowód czego?

Chcemy, aby fotograf był szpiegiem w domu miłości i śmierci i żeby ci, których fotografuje, nie zdawali sobie z tego sprawy, nie mieli się na baczności. Żadne wyrafinowane rozumienie tego, czym jest fotografia albo czym być może, nigdy nie osłabi satysfakcji z oglądania zdjęcia niespodziewanego wydarzenia uchwyconego przez czujnego fotografa.

Jeśli za autentyczne uznamy tylko te zdjęcia, które zrobił fotograf, będąc  w pobliżu w odpowiedniej chwili z gotowym aparatem, to niewiele fotografii zwycięstwa spełnia takie warunki.

Z czasem wiele zainscenizowanych zdjęć zamienia się znów w historyczne świadectwo, aczkolwiek, podretuszowane, jak większość świadectw historycznych.

Tylko aparat fotograficzny potrafi uchwycić wydarzającą się śmierć i na wieki ją zabalsamować, toteż zdjęcia wykonane na polu walki w chwili czyjejś śmierci (albo tuż przed nią) należą do najbardziej cenionych i najczęściej reprodukowanych fotografii wojennych.

W epoce aparatów fotograficznych od rzeczywistości wymaga się czegoś więcej. Rzeczywistość może nie być dostatecznie groźna, więc należy ją wzmocnić albo zainscenizować bardziej przekonująco.

Znajdowanie piękna w zdjęciach wojennych wydaje się bezduszne. Ale krajobraz zniszczenia to mimo wszystko krajobraz. W ruinach tkwi piękno.

Zdjęcia zazwyczaj przekształcają, niezależnie od tego, co jest ich tematem. Jako obraz coś może być piękne – albo przerażające, albo nieznośne, albo całkiem znośne – jakie nie jest w prawdziwym życiu.

Sztuka przekształca, ale fotografia, która stanowi świadectwo katastrofalnych i odrażających wydarzeń, jest ostro krytykowana, jeśli sprawia wrażenie „estetycznej”, to znaczy gdy za bardzo przypomina sztukę. Dwojakie możliwości fotografii – wytwarzania dokumentów i tworzenia dzieł sztuki wizualnej – doprowadziły do przesadnych twierdzeń na temat tego, co fotografom wolno, a czego nie wolno. Ostatnio najczęściej popada się w przesadę, uznając, że te dwie możliwości są sobie przeciwstawne. Zdjęcia przedstawiające cierpienie nie powinny być piękne, tak jak podpisy nie powinny prawić morałów. W myśl tego poglądu piękne zdjęcie odwraca uwagę od dającego do myślenia tematu i kieruje ją ku samemu medium, co podważa status zdjęcia jako dokumentu. Zdjęcie wysyła sprzeczne sygnały. Połóżcie temu kres, przekonuje, lecz jednocześnie wykrzykuje: cóż za piękne widowisko!

Portret, pod którym nie ma imienia portretowanego, staje się – choćby tylko mimowolnie – współwinny podtrzymywania kultu rozgłosu, kultu podsycającego niezaspokojony apetyt na zdjęcia całkiem przeciwnego rodzaju: przyznając prawo do imienia tylko sławom, innych degradujemy do reprezentatywnych przykładów ich zawodu, ich grupy etnicznej albo ich losów.

Fotografie obiektywizują: zamieniają wydarzenie albo osobę w coś, co można posiadać. Stanowią odmianę alchemii, mimo, że ceni się je jako przejrzyste sprawozdanie z rzeczywistości.

Często coś wygląda, albo wydaje się, że wygląda „lepiej” na zdjęciu. W rzeczy samej, jednym z zadań fotografii jest poprawa normalnego wyglądu. (Dlatego zdjęcie, które nie upiększa, zawsze sprawia na zawód) Upiększanie to jeden z klasycznych zabiegów aparatu fotograficznego, który osłabia moralną reakcję na to, co jest ukazywane. Zeszpecanie, pokazywanie od najgorszej strony, jest bardziej współczesnym zabiegiem – dydaktycznym, domagającym się czynnej reakcji. Żeby oskarżać, a może nawet zmieniać ludzkie zachowanie, zdjęcia muszą szokować.

Znajomość pewnych zdjęć buduje nasze poczucie teraźniejszości i niedawnej przeszłości. Zdjęcia te wytyczają szlaki odniesień, służą jako totemy spraw: sentymenty łatwiej krystalizują się wokół fotografii niż sloganu. Zdjęcia pomagają też budować – i rewidować – nasze poczucie odległej przeszłości, której pośmiertne niespodzianki szokują, gdy w obiegu znajdą się nieznane dotąd fotografie. Zdjęcia, które wszyscy rozpoznają, stanowią część składową tego, o czym społeczeństwo postanawia myśleć albo oświadcza, że myśleć postanowiło. Idee takie nazywa się wspomnieniami, a na dłuższą metę są one fikcją.

Zdjęcia cierpień i męczeństwa narodu to coś więcej niż przypomnienie o śmierci, porażce, wiktymizacji. One przywołują cud przetrwania. Pragnąc unieśmiertelnić wspomnienia, z konieczności musimy podjąć zadanie nieustannej odnowy, tworzenia wspomnień- w czym najbardziej pomagają nam pieczęcie ikonicznych fotografii. Ludzie chcą mieć możliwość odwiedzenia – i odświeżenia – swoich wspomnień.

Problemem nie jest to, że ludzie pamiętają poprzez fotografie, lecz że zapamiętują wyłącznie fotografie. Zapamiętywanie poprzez fotografie przesłania inne formy rozumienia i pamiętania.

Wstrząsające zdjęcia nie muszą tracić swojej mocy szokowania. Ale nie na wiele się zdają, gdy chodzi o zrozumienie. Opowieści mogą nam pomóc zrozumieć. Fotografie pełnią inna funkcję: prześladują nas.

Można mieć poczucie obowiązku oglądania zdjęć dokumentujących potworne okrucieństwa i zbrodnie. Powinno się mieć poczucie obowiązku refleksji nad tym, co to znaczy na nie patrzeć, i nad zdolnością do przyswojenia sobie tego, co ukazują. Nie wszystkie reakcje na te obrazy kontroluje rozum i sumienie. Większość obrazów umęczonych, okaleczonych ciał pobudza lubieżne zaciekawienie.

Jak przedmioty kontemplacji obrazy okrucieństw mogą zaspokajać różne, całkiem odmienne potrzeby. Pomagają zbroić się przeciwko słabości. Znieczulają. Każą uznać istnienie nienaprawialnego.

Ludzie nie uodparniają się na to, co im się pokazuje – jeśli w ten sposób można określić to, co się dzieje – z powodu liczby obrazów, jakimi się ich zarzuca. To bierność zagłusza uczucia.

O tyle, o ile zdjęcia ilustrujące najpoważniejsze i najbardziej rozdzierające tematy są sztuką – a stają się nią, gdy zawisną na ścianie, bez względu na zastrzeżenia – dzielą los wszystkich zawieszonych na ścianie albo postawionych na podłodze dzieł sztuki w przestrzeni publicznej. To znaczy, że stają się stacjami na trasie – zwykle towarzyskiej – przechadzki.

Książka Widok cudzego cierpienia – Susan Sontag >>>

Skomentuj!

Dodaj komentarz

error: Content is protected !!
%d bloggers like this: